Najnowsze wpisy


Jak to z tym śpiewaniem jest....
18 października 2018, 19:24

 

Jak z tym śpiewaniem - przecież blog basowypan... No to fakt - śpiewam jak AMATOR co nieco. A zaczęło się przez sąsiadkę i cudowną soprankę, matkę dwójki dzieci Asię, która podpuściła mnie. Przyjdź mówi na próbę - jest super - ksiądz prowadzi - zaśpiewasz coś może będzie dobrze…. No a że Asi się nie odmawia to poszedłem pełen niewiary w siebie i w swoje możliwości.... Ksiądz popatrzył (Chór Brata Alberta w Puławach - aktualnie już nie prowadzi chóru - prowadzi Pani Renata) zrobił wywiad co nieco i śpiewano Agnus Dei i bez basa to nie można śpiewać. Byłem sam, basów żadnego odeszli…. coś wyrzuciłem z siebie...chyba się spodobało... Ksiądz prosił i członkowie chóru bym przyszedł na następną próbę...Tak się zaczęło moje śpiewanie z Chórem Brata Alberta w Puławach w 2015r, gdzie do tej pory jako bas (dość niski nawet zahaczam pro fundo) śpiewam i spełniam się w pieśniach liturgicznych. Niebywała okazja się nadarzyła w 2017 roku, bym mógł zaśpiewać w CHÓRZE CANTATA Z Grodziska Mazowieckiego pod dyrygenturą Basi…Był to szok, pozytywny, szybko obnażyłem się z swoich słabości ...była Ania od emisji głosu...cudowny sopran - ciepła kobieta o anielskim usposobieniu. A wszytko dzięki Marcie, która śpiewała w Albercie w Puławach jeden sezon i zaprosiła mnie do Cantaty....nigdy tego nie zapomnę. Byłem amatorem i słabo szło mi czytanie z nut a chór pełen profesjonalizmu, duży skład, wszystkie glosy cudowne, anielskie, sopranki, alty, tenory i basyyy moje kochane basy... Jarek wykładnia, autorytet do tej pory, sympatyczny, przyjazny, człek o wielkiej empatii do ludzi i wielkim dystansie do siebie, Michał LOT-ny niski bas jak ja. Świetna komitywa, świetne glosy, gdzie ja do nich? Basia dyrygent - tak cudowna i charyzmatyczna osoba też miała wątpliwości czy dam radę podźwignąć repertuar, który śpiewaliśmy na Litwie w 2017 r. Zaufała, wyszkoliła, dała mandat zaufania i udało się - zaśpiewałem jak mogłem najlepiej wśród tych genialnych głosów!! Czułem się będąc z nimi doceniony i ważny, czułem, że jestem z nimi jednością…Pomogła mi w tym kochana Madzia z Alberta, która nocami między swoim doktoratem nagrywała mi midi sekcję basów i chóru bym mógł się uczyć w domu. Litwa, Wilno, Troki i śpiew kolęd - finał dla mnie 7.1.2018 roku - dwie kolędy w VIII Grodziskim Kolędowaniu....Basiu. Chórze. Dziękuję!!!

Cały czas spełniam się w Chórze Brata Alberta w Puławach szukając dalej swojego rozwoju- cały czas czerpię chęć śpiewania!! Teraz ćwiczymy Handla - Alleluja!! 

W 2017 roku zacząłem współpracę z nowotworzonym zespołem wokalnym PROWOKALNI, prowadzonego przez znanego instrumentaliste i nauczyciela - Michał Matras. Jestem rodzynkiem wśród cudownych Pań od sopranów do altów. Ja jako bas często robię za tło, choć podobno mam w wyższych partiach ładny głos. Daliśmy kilka mini koncernów, nawet dla księżniczki Czartoryskiej!! Teraz szykujemy się 21.10 na nasz "pełnometrażowy" koncert. Muzyka inna, ciekawa, warta nastawienia uszu i oczu. Panie są przecudownej urody a głosy ...ech ja to amator...

 

Tak w skrócie co i jak ….

 

 

 

ja ...

Chór Brata Alberta  w Puławach za czasów prowadzenia chóru przez księdza muzykologa

Brat Albert

 

Chór kameralny Cantata z Grodziska Mazowieckiego

 

 

Zespół PROWOKALNI - Puławy

Jesienne świty i zaduma nad żywotem
18 października 2018, 07:15

Różnobarwny liść na drzewie, opadający.... lub tych liści całe sterty. Ach jak to cudownie wygląda- taka plejada barw- tak świetnie i wręcz już popadająca w egzaltację i ogromne podniecenie zachwyt - nad czym? trudno to ludziom zrozumieć - nad śmiercią tego liścia, małym samobójstwem drzewa, który szykując się do zimy odrzuca liście, które go żywiły a teraz od niego zabierają bezcenne życie. To jest prawdziwa jesień, czas wielkiego umierania choć ma mikroskalę. Za miesiąc nie będzie śladu po tej plejadzie barw…przestaniemy się podniecać, hmm wróć zachwycać i zaczniemy narzekać na tą szarość, burość, zimno, deszcze i śniegi.... We wtorek przeczytałem na FB (choć już tam rzadko bywam) o gasnącym światełku Kasi, światełku życia i wielkiej rozpaczy jej męża Marcina. Do tej pory nie potrafię uporać się z emocjami, przecież już do śmierci innych, bliskich jestem "przyzwyczajony" i nie raz podczas pogrzebu dawałem się ponieść słusznym i właściwym emocjom. Mało tego, zdarza się, że pomnę kogoś i zrobi się mi smutno i sentymentalnie. Tu jest inaczej - w ogóle ich nie znam, widziałem może na zdjęciu z raz, ale tak cholernie czuje się z nimi związany (platonicznie). Ten czas jest najgorszy, gdzie zapada wyrok i gdzie prócz wiary, nadziei nie zostaje nic. Przecież rodzina tej dziewczyny, młodej, mającej wszystko przez sobą już nie ma łez, mąż jej wypłakał cały świat, świat i boga, który dał mu tak po mordzie i pokazał palcem kto tu rządzi...I ta jesień !! teraz nie ułatwia, dobija, choć na pozór kolorowa i wybucha plejadą barw to w gruncie rzeczy po cichu zabiera resztki życia…Ja cały czas wierzę, że Kasia jednak będzie zdrowa, przecież ma jeszcze tyle spraw do załatwienia, przecież to nie jej czas do **olery. Bić się o każdą sekundę a my napełniajmy tą sekundą naszą nadzieją, naszą wiarą, naszym byciem.

  

 

By nie uciec w utopię bezsilności i żalu, jesień z jej świtami jest unikalna i nie do podrobienia. Nie ma takiej pory roku, która dawała by o 6:20 z rana takich doznań, takich widoków, takiego chłodu mgły.......

 

 

Autor o świcie wał na Wieprzu - Borowa

 

poranek jesienny....

 

Nieistniejące lotnisko w Borowinie - Gołębiu...
17 października 2018, 09:47

Poranny październikowy świt nad byłym lotniskiem w Borowinie. Na pierwszy plan wysuwa się pozostałość infrastruktury lotniska (zbiornik na paliwo - mylnie opisywanego jako bunkier - choć mógł w jakiś sposób taką rolę pełnić). Funkcjonowało tu lotnisko - Centrum Wyszkolenia Lotniczego nr 1-  oraz poligon tegoż Centrum. Historia tego lotniska i jego przejęcie przez niemckie oddziały oraz jego powojenne losy są opisane w poście na zdjęciach.Ciekawostką jest ulica Lotnisko w Gołębiu prowadząca w stronę byłego lotniska.

Opisy ze stron o lotnisku i poligonie - Kwartalnik Powiatu Puławskiego nr 11/2012 oraz plan i zdjęcie lotniska z książki A. Glass ,T.Kopański - Polskie konstrukcje lotnicze tom IV.

Żelbetowy zbiornik na paliwo - nazwany także bunkrem.

Dojazd do nieistniejącego lotniska z drogi 801.

Nieistniejące lotnisko.

 

Opis lotniska 

 

Plan sytuacyjny lotniska

Folwark Borowina - kolejna perełka powiatu...
17 października 2018, 07:47

Wschód słońca nad folwarkiem Borowina. Sama miejscowość powstała na przełomie XIX i XX wieku z dóbr dęblińskich.W skład folwarku wchodzi pałac, budynki mieszkalne dla robotników, obora, chlew, spichlerz. Pałac został wybudowany w 1850 roku, przy nim jest już mocno zarośnięty staw i zaniedbany zdziczały park. W 1923 roku folwark został przejęty przez Państwowy Instytut Gospodarstwa Wiejskiego w Puławach by w 1925 roku utworzyć stację zootechniczną, gdzie pracowano nad poprawą jakości i wydajności bydła rasy polskiej czerwonej. Od 1927 roku zaczęto prace nad hodowlą znanej i cenionej rasy świni - Gołębskiej ( od 1951 zwanej Puławską). W samej wsi znajdują się prócz kompleksu gospodarczego,  bloków mieszkalnych, czworaki i domostwa architektury drewnianej oraz na końcu dogi asfaltowej liczne ziemianki murowane - służące jako przechowalnia płodów rolnych. Jest to niezwykle malowniczy i przyrodniczy obszar ( choćby ornitologiczne) ale i militarnie - znajdowało się tam szkoleniowe lotnisko. Opiszę w kolejnych wpisach.Cieszy mnie bardzo, że ten z 1850 roku pałac znalazł właściciela i cieszy się zdrowiem ;) Między pałacem z zarośniętym stawem przypałacowym stoi kapliczka maryjna ,gdzie w maju tradycyjnie wyśpiewywane są pieśni ku jej uwielbieniu ( Maryi) . Takie perełki ,mające póki co zapewnioną egzystencję przez prowadzenie działalności w nich ( pałac itd) cieszą. To, że nie ma kasy na rekonstrukcję czy rewitalizację parku to choć smutne ale jest zrozumiałe. Przecież tzw dziki park w Puławach - wzdłuż łachy i od fosy - nie dawno dopiero zaczyna jakoś wyglądać i z tego co kojarzę jakąś dotację na ten cel miasto otrzyma. Na końcu miejscowości są ziemianki z nadbudówką ceglaną i jest ich całkiem sporo - ba ! - widać, że cały czas używane. Pamiętajmy, że w takich przechowalniach jest czy latem czy zimą czy wiosną stała temperatura i wilgotność. Miejscowość pięknie położona w otulinie lasów pełnych grzybów.Jak masz czas - zajedż.

 

wschód nad Borowiną 

 

Brama do pałacu 

 

 

 

Ławeczka dla wędrowca

Urok mostu żelaznego nad Wisłą...
16 października 2018, 09:58

Choć mieszkałem kilka dobrych lat w Dęblinie to nigdy nie byłem pod mostem kolejowym na Wiśle. Przyszło po 11 latach naprawić tą lukę i dzisiaj z rana przed pracą udałem się w jego stronę. To bardzo stary most, budowany 1885 roku był 3 razy wysadzany i tyleż samo odbudowywany.Przeszedł zmianę konstrukcyjną w 1929 roku z układu prostego do parabolicznego znanego dzisiaj. Linia kolejowa, którą dźwiga na barkach to 26. Rankiem jak zaczęło słońce nieśmiało wychodzić i zaczynać dzień - most robi piorunujące wrażenie. Żadne zdjęcia czy filmy tego nie oddadzą.Sam dojazd do niego jest bardzo urokliwy, za torami przy pomniku skręcamy w lewo, mijamy w oddali Bramę Lubelską - jedną ocalałą oryginalną Twierdzy Dęblin i w szpalerze drzew przy samej jednostce wojskowej dojeżdzamy do podpór mostu. Jak już u Twierdzy wspomniałem to powiem tylko, że w internecie można poczytać całą historię i iej i Dęblina ,początków budowy,czasu jej świetności i jej zmierzch i zapomnienie.... Dla mnie to bardzo tragiczne miejsce, miejsce obozu 307, gdzie w latach 41-44 zgnineło w około 80 tysięcy jeńców głównie radzieckich, francuskich, włoskich.Także to miejsce jest naznaczone ludobójstwem i bestialstwem oprawców niemieckich.

Wróćmy do czasu pokoju i do mostu i Wisły. Teren zalewowy i grąd przy samej rzecze po lewo, po prawo jednostka wojskowa, która ciągnie się do mostu samochodowego. Nad brzegiem już w połowie zanurzona krypa. Kłębią się kolory wstającego dnia zmieszane z wiślanym grafitem wpadającym w ciemny fiolet. Długo stałem i wpatrywałem się w ten spektakl ,gdzie w końcu dzień zaczął wygrywać z nocą, gdzie tajemniczość poddaje się jasności. A Wisła ta królowa rzek choć płytka majestatycznie obmywa brzegi dęblińskiej twierdzy, kryjąc w swoim nurcie nie jedną ciekawostę i tajemnicę, którą zabrała wiek temu. ...

 

Półmaraton z myślą o innych
15 października 2018, 08:11

Wczoraj (w niedzielę 14.10) odbył się festiwal biegowy w Lublinie. Mówię o II Lotto Półmaratonie oraz biegach dzieci. Ukończyło go 705 zawodników.Zapisanych dużo, dużo więcej. Coś tam się porobiło, że gdzieś nie dojechali albo pojechali na inne biegi (choćby zamykający koronę półmaratonów Kraków). Tak czy tak grupa moja biegowa MR i przyjaciele dopisali i stawiliśmy się na Arenie już przed ósmą by odebrać pakiety. Bieg mój był już ustalony dawno - biegnę z Dorotką z Bełżyc by potowarzyszyć jej w pierwszym Półmaratonie na zawodach. Także na spokojnie i by nie odczuła za bardzo trudu biegu. A przeca niedawno zaczęła biegać i jako babcia już dalej zacięcia jej nie brakuje i wigoru. Dołączyła do nas Aga, ale po kilku kilometrach nabrała już własnego tempa i poszybowała ..... A co do biegu ? 

Biegło się wspaniale i kilometry leciały jeden za drugim. Był czas na zwiedzanie, był czas na rozmowę, był czas na wschuchanie się w siebie. Pogoda dopisała, humory także, dlatego musiało się udać. Dziekuję wszystkim za trzymanie kciuków,za dobre słowa i za spotkanie.

2:23 [h] to czas naszego wspólnego biegu na 21 km .

Finał tego koronowego biegania
13 października 2018, 16:41

W końcu przyszedł ten wieńczońcy dla mojej całości imprezy  zwanej Korona Polskich Połmaratonów.Pięć biegów - pięc wyrzeczeń. Pięć przygód,pięć rozłąk z rodziną,pięć 21 km do pokonania,pięć medali,pięć wzruszeń,pięć bóli,pięć zwątpień,pięć tylko pięć. Szczerze więcej bym nie biegł ,bardzo nie pomyślana dla nas z Lubelskiego impreza. Wszystko prawie w"wokół" Wielkopolski. Biegi jak to biegi - jedne łatwiejsze, drugie w upale,trzecie w nocy.Najmilej wspominam ten z Białegostoku. Szybko z głowy wyparuje mi Wrocław. Gniezno i Warszawa w środku.Piła z racji sentymentu bo ileż to razy tam bywałem prawie najlepsza.Najsmaczniej dawali na trasie we Wrocławiu i Warszawie.Najskromniej w Pile tylko woda. Klimat - Wrocław,łatwość trasy - Gniezno - nuda i dłużyzna. Piła pętlowy raj jak ktoś lubi.Białystok i jego Branickich Pałac wgniata ,historia żywa,cudowna.Zagbany ,atrakcyjny ,taki na wyciągnięcie ręki. 

I na koniec takie za trzy dyszki exstra przecież Medalik - jak z odpustu .Widziałem jak się stacza koncepcja i kreatywność tworzących ten medal korony...w tym roku taki mały - tak nie wiele mówi .Tak ginie wśród tych z biegów. A wiadomo - Bachus Białostocki wygrał w cuglach! Dlatego uważam ,że te zwieńczenie PM powinno być na wypasie z pierd.... a tu takie wypłakane maleństwo. Trudno . 

Było zawsze miło biec każdy z tych biegów. Bo zawsze biegłem z kimś z MR a bardzo często w Wojtkiem. I jemu należą się brawa i pokłon. Wspaniały człowiek,skromny, cichy ,mądry. Zrobił mi prezent tą wieszakiem w kształcie Polski. Mało juz takich ludzi! Dziekuję Wojtku!