Najnowsze wpisy, strona 15


paź 17 2018 Historia Lokalna -Nieistniejące lotnisko...
Komentarze (0)

Poranny październikowy świt nad byłym lotniskiem w Borowinie. Na pierwszy plan wysuwa się pozostałość infrastruktury lotniska (zbiornik na paliwo - mylnie opisywanego jako bunkier - choć mógł w jakiś sposób taką rolę pełnić). Funkcjonowało tu lotnisko - Centrum Wyszkolenia Lotniczego nr 1-  oraz poligon tegoż Centrum. Historia tego lotniska i jego przejęcie przez niemckie oddziały oraz jego powojenne losy są opisane w poście na zdjęciach.Ciekawostką jest ulica Lotnisko w Gołębiu prowadząca w stronę byłego lotniska.

Opisy ze stron o lotnisku i poligonie - Kwartalnik Powiatu Puławskiego nr 11/2012 oraz plan i zdjęcie lotniska z książki A. Glass ,T.Kopański - Polskie konstrukcje lotnicze tom IV.

Żelbetowy zbiornik na paliwo - nazwany także bunkrem.

Dojazd do nieistniejącego lotniska z drogi 801.

Nieistniejące lotnisko.

 

Opis lotniska 

 

Plan sytuacyjny lotniska

paź 17 2018 Historia Lokalna - Folwark Borowina - kolejna...
Komentarze (3)

Wschód słońca nad folwarkiem Borowina. Sama miejscowość powstała na przełomie XIX i XX wieku z dóbr dęblińskich.W skład folwarku wchodzi pałac, budynki mieszkalne dla robotników, obora, chlew, spichlerz. Pałac został wybudowany w 1850 roku, przy nim jest już mocno zarośnięty staw i zaniedbany zdziczały park. W 1923 roku folwark został przejęty przez Państwowy Instytut Gospodarstwa Wiejskiego w Puławach by w 1925 roku utworzyć stację zootechniczną, gdzie pracowano nad poprawą jakości i wydajności bydła rasy polskiej czerwonej. Od 1927 roku zaczęto prace nad hodowlą znanej i cenionej rasy świni - Gołębskiej ( od 1951 zwanej Puławską). W samej wsi znajdują się prócz kompleksu gospodarczego,  bloków mieszkalnych, czworaki i domostwa architektury drewnianej oraz na końcu dogi asfaltowej liczne ziemianki murowane - służące jako przechowalnia płodów rolnych. Jest to niezwykle malowniczy i przyrodniczy obszar ( choćby ornitologiczne) ale i militarnie - znajdowało się tam szkoleniowe lotnisko. Opiszę w kolejnych wpisach.Cieszy mnie bardzo, że ten z 1850 roku pałac znalazł właściciela i cieszy się zdrowiem ;) Między pałacem z zarośniętym stawem przypałacowym stoi kapliczka maryjna ,gdzie w maju tradycyjnie wyśpiewywane są pieśni ku jej uwielbieniu ( Maryi) . Takie perełki ,mające póki co zapewnioną egzystencję przez prowadzenie działalności w nich ( pałac itd) cieszą. To, że nie ma kasy na rekonstrukcję czy rewitalizację parku to choć smutne ale jest zrozumiałe. Przecież tzw dziki park w Puławach - wzdłuż łachy i od fosy - nie dawno dopiero zaczyna jakoś wyglądać i z tego co kojarzę jakąś dotację na ten cel miasto otrzyma. Na końcu miejscowości są ziemianki z nadbudówką ceglaną i jest ich całkiem sporo - ba ! - widać, że cały czas używane. Pamiętajmy, że w takich przechowalniach jest czy latem czy zimą czy wiosną stała temperatura i wilgotność. Miejscowość pięknie położona w otulinie lasów pełnych grzybów.Jak masz czas - zajedż.

 

wschód nad Borowiną 

 

Brama do pałacu 

 

 

 

Ławeczka dla wędrowca

paź 16 2018 Historia Lokalna -Urok mostu żelaznego nad...
Komentarze (1)

Choć mieszkałem kilka dobrych lat w Dęblinie to nigdy nie byłem pod mostem kolejowym na Wiśle. Przyszło po 11 latach naprawić tą lukę i dzisiaj z rana przed pracą udałem się w jego stronę. To bardzo stary most, budowany 1885 roku był 3 razy wysadzany i tyleż samo odbudowywany.Przeszedł zmianę konstrukcyjną w 1929 roku z układu prostego do parabolicznego znanego dzisiaj. Linia kolejowa, którą dźwiga na barkach to 26. Rankiem jak zaczęło słońce nieśmiało wychodzić i zaczynać dzień - most robi piorunujące wrażenie. Żadne zdjęcia czy filmy tego nie oddadzą.Sam dojazd do niego jest bardzo urokliwy, za torami przy pomniku skręcamy w lewo, mijamy w oddali Bramę Lubelską - jedną ocalałą oryginalną Twierdzy Dęblin i w szpalerze drzew przy samej jednostce wojskowej dojeżdzamy do podpór mostu. Jak już u Twierdzy wspomniałem to powiem tylko, że w internecie można poczytać całą historię i iej i Dęblina ,początków budowy,czasu jej świetności i jej zmierzch i zapomnienie.... Dla mnie to bardzo tragiczne miejsce, miejsce obozu 307, gdzie w latach 41-44 zgnineło w około 80 tysięcy jeńców głównie radzieckich, francuskich, włoskich.Także to miejsce jest naznaczone ludobójstwem i bestialstwem oprawców niemieckich.

Wróćmy do czasu pokoju i do mostu i Wisły. Teren zalewowy i grąd przy samej rzecze po lewo, po prawo jednostka wojskowa, która ciągnie się do mostu samochodowego. Nad brzegiem już w połowie zanurzona krypa. Kłębią się kolory wstającego dnia zmieszane z wiślanym grafitem wpadającym w ciemny fiolet. Długo stałem i wpatrywałem się w ten spektakl ,gdzie w końcu dzień zaczął wygrywać z nocą, gdzie tajemniczość poddaje się jasności. A Wisła ta królowa rzek choć płytka majestatycznie obmywa brzegi dęblińskiej twierdzy, kryjąc w swoim nurcie nie jedną ciekawostę i tajemnicę, którą zabrała wiek temu. ...

 

paź 15 2018 Półmaraton z myślą o innych
Komentarze (2)

Wczoraj (w niedzielę 14.10) odbył się festiwal biegowy w Lublinie. Mówię o II Lotto Półmaratonie oraz biegach dzieci. Ukończyło go 705 zawodników.Zapisanych dużo, dużo więcej. Coś tam się porobiło, że gdzieś nie dojechali albo pojechali na inne biegi (choćby zamykający koronę półmaratonów Kraków). Tak czy tak grupa moja biegowa MR i przyjaciele dopisali i stawiliśmy się na Arenie już przed ósmą by odebrać pakiety. Bieg mój był już ustalony dawno - biegnę z Dorotką z Bełżyc by potowarzyszyć jej w pierwszym Półmaratonie na zawodach. Także na spokojnie i by nie odczuła za bardzo trudu biegu. A przeca niedawno zaczęła biegać i jako babcia już dalej zacięcia jej nie brakuje i wigoru. Dołączyła do nas Aga, ale po kilku kilometrach nabrała już własnego tempa i poszybowała ..... A co do biegu ? 

Biegło się wspaniale i kilometry leciały jeden za drugim. Był czas na zwiedzanie, był czas na rozmowę, był czas na wschuchanie się w siebie. Pogoda dopisała, humory także, dlatego musiało się udać. Dziekuję wszystkim za trzymanie kciuków,za dobre słowa i za spotkanie.

2:23 [h] to czas naszego wspólnego biegu na 21 km .

paź 13 2018 Finał tego koronowego biegania
Komentarze (0)

W końcu przyszedł ten wieńczońcy dla mojej całości imprezy  zwanej Korona Polskich Połmaratonów.Pięć biegów - pięc wyrzeczeń. Pięć przygód,pięć rozłąk z rodziną,pięć 21 km do pokonania,pięć medali,pięć wzruszeń,pięć bóli,pięć zwątpień,pięć tylko pięć. Szczerze więcej bym nie biegł ,bardzo nie pomyślana dla nas z Lubelskiego impreza. Wszystko prawie w"wokół" Wielkopolski. Biegi jak to biegi - jedne łatwiejsze, drugie w upale,trzecie w nocy.Najmilej wspominam ten z Białegostoku. Szybko z głowy wyparuje mi Wrocław. Gniezno i Warszawa w środku.Piła z racji sentymentu bo ileż to razy tam bywałem prawie najlepsza.Najsmaczniej dawali na trasie we Wrocławiu i Warszawie.Najskromniej w Pile tylko woda. Klimat - Wrocław,łatwość trasy - Gniezno - nuda i dłużyzna. Piła pętlowy raj jak ktoś lubi.Białystok i jego Branickich Pałac wgniata ,historia żywa,cudowna.Zagbany ,atrakcyjny ,taki na wyciągnięcie ręki. 

I na koniec takie za trzy dyszki exstra przecież Medalik - jak z odpustu .Widziałem jak się stacza koncepcja i kreatywność tworzących ten medal korony...w tym roku taki mały - tak nie wiele mówi .Tak ginie wśród tych z biegów. A wiadomo - Bachus Białostocki wygrał w cuglach! Dlatego uważam ,że te zwieńczenie PM powinno być na wypasie z pierd.... a tu takie wypłakane maleństwo. Trudno . 

Było zawsze miło biec każdy z tych biegów. Bo zawsze biegłem z kimś z MR a bardzo często w Wojtkiem. I jemu należą się brawa i pokłon. Wspaniały człowiek,skromny, cichy ,mądry. Zrobił mi prezent tą wieszakiem w kształcie Polski. Mało juz takich ludzi! Dziekuję Wojtku!