• Grupa PINO
  • Prv.pl
  • Patrz.pl
  • Jpg.pl
  • Blogi.pl
  • Slajdzik.pl
  • Tujest.pl
  • Moblo.pl
  • Jak.pl
  • Logowanie
  • Rejestracja

Blog o przyrodzie, naturze, śpiewaniu, historii

Kategorie postów

  • aktywność sportowa (13)
  • basonia (1)
  • bobrowniki (4)
  • bochotnica (12)
  • bonow (2)
  • borowa (16)
  • borowina (5)
  • chrząchów (1)
  • chrząchówek (1)
  • ciekawostki (23)
  • cmentarze (21)
  • delegacyjny i podróżniczy splen (5)
  • dęblin (27)
  • drozdówko (1)
  • epidemie (6)
  • filozofia (67)
  • gołąb (5)
  • góra puławska (3)
  • historia (130)
  • jaroszyn (1)
  • józefów (1)
  • karczmiska (1)
  • kleszczówka (1)
  • końskowola (7)
  • kurów (1)
  • Łęka (1)
  • maciejowice (1)
  • matygi (4)
  • młyny i wiatraki (25)
  • mosty i przeprawy (3)
  • nieciecz (1)
  • obłapy (1)
  • opatkowice (1)
  • osmolice (1)
  • parchatka (6)
  • piskory (1)
  • podzamcze (1)
  • pożó (8)
  • przyroda (44)
  • puławy (48)
  • rodzinne strony (55)
  • rudy (4)
  • sieciechów (3)
  • sielce (1)
  • skoki (6)
  • skowieszyn (6)
  • smaki ryb w puławach (2)
  • spiew (12)
  • starowice (1)
  • technika (5)
  • trzcianki (1)
  • wąwolnica (1)
  • wieprz (2)
  • wierzchoniów (1)
  • wieże wodne- ciśnień (7)
  • wisła (8)
  • witoszyn (1)
  • włostowice (2)
  • wojciechów (2)
  • wolka nowodworska (1)
  • wólka gołebska (6)
  • wskaźniki artyleryjskie (1)
  • wyznania religijne (18)
  • zbędowice (2)
  • ziemia szczecinecka (1)
  • Życie (54)

Strony

  • Strona główna

Linki

  • Bez kategorii
    • Blog o własnej wędlinach....
  • Bieganie inie tylko
    • Maratończyk i jego przemyślenia
  • Historia
    • Fortyfikacje
    • I WŚ Puławy
    • Interaktywne stare mapy
    • O cmentarzach , dworkach
  • Historia lokalna
    • Dawne Puławy
    • I Wojna Światowa
    • Kompendium wiedzy o Gołębiu
    • Poznaj Lublin
    • Skoki i Borowa
    • Świetny blog o historii regionu
    • Wszystko o Sieciechowie
    • Wyjdź z pociągu
    • Zabytki, zaułki, zakątki ...
  • proces technologiczny
    • Procesy technologiczne
  • Przyroda
    • Blog leśniczego

Kategoria

Przyroda, strona 1

< 1 2 3 4 5 >

Niezwykły świt nad łąkami Rabika

łąki bonowskie 

 

 

Zapach skoszonych bez liku ziół na łąkach zatopionych w porannej rosie snuje się po bezkresie byłych bonowskich rubieżach. Uderza w nozdrza szczaw leżący jak i pozostałe pokosy , krwawnik, mydlnica, driakiew, goździk kartuzek. Już podsuszone, ale jakże wonne, jakże budzące zmysły. Zardzewiało na łąkach, rdzą sianokosów niedawnych. Przeszywa te burgundy, beże zielona linia , rów , rzeczka. Żyjąca dzięki Bogu na nowo. Rabik. W tym bezkresie łąk Bonowa po części wykoszonych, po części czekających na koszenie jest i On. Pełen wody życia. Życia i w nim i wokół jego. Buchające zielonością trawy , turzyce , przeplatane białym kwieciem mydlnicy, żółcią budzącej się nawłoci. Słodyczą zapachu wiązówki błotnej i wyrazistym sadźca konopiastego.

 

 

 

Rzodkiew świrzepa już częściowo w strąkach zamknięta a częściowo się kwieci na blado żółty smak, wtóruje jej pięciornik mocniejszą nutą żółci wychwala swe istnienie. Nawłoć kanadyjska gdzieś w kępie siedzi , a tuż przy korycie niezabudka błotna i jej drobniutkie, malutkie błękitne kwiatuszki. Pochylam się nad przepustem, bochot wody mnie uspokaja i wdziera we mnie spokój , kojąco przelewająca się woda ocierająca liście żywokostu już przekwitłego, czy mięty wodnej tak pachnącej teraz , teraz …świtem buduje harmonię wymiarów moich.

 

 

autor 

 

Dobry Boże ! jak mnie tu dawno nie było. Dziś rano ja i Ona, Matuszka Natura! Tylko nic na niebie nie śpiewa, cisza jakaś ,ale dziś nie wymowna. Sarny pod ścianą lasu i z lasu dochodzą śpiewy ptasie. Snują się po tych rdzawych łąkach bonowskich. Ciągną się i przenikają mnie całego. Chłonę, tak bardzo potrzeba nam takiego miejsca. Słońce coraz bardziej ogrzewa twarz , serce i duszę. Czas na mnie. Jeszcze arcydzięgiel spogląda na mnie wymownie. Dostojna to roślina. Odchodzę od Rabika po skoszonej łące.Pod nogi zaglądam szukam go…i jest ! Młody goździk – kartuzek….Zamykam oczy na chwilę, zaciągam się tym światem. Wchodzę w niego i jestem w nim. On jest mną a ja nim. Trwaj chwilo….

 

Zawciąg nadmorski

07 sierpnia 2020   Dodaj komentarz
przyroda   bonow   Rabik Bonów łąki zioła  

I Wieprz znów....

 

Brama spowita złotem rzepakowych główek lekko kołyszących się na porannym wietrze, pochylona wierzba swoimi unoszonymi podmuchem gałązkami z szelestem liści. Stoję przy remizie , oddaję cześć tym małym bohaterem codzienności , wielkimi z tych skromnych chłopaków często takich zwyczajnych, normalnych. Mają jednak w głowie cel i misję, często wpajaną przez ojca , czy dziadka, stryja czy matkę. Poświęcić się dla innych , niekiedy przecież i życie a na pewno zdrowie. Czy ci już starsi weterani , co w pamięci mają setki trudnych wyjazdów, gdzie ich wspomnienia mogłyby wypełnić nie jedną książkę i to opasłą. Widzieli tyle zła, tyle żałości, tyle bezsilności , tyle traumatycznych przeżyć…być może i śmierci . Bo przecież nie do pożarów tylko wyjeżdżają, jadą często jako pierwsi do wypadków czy to samochodowych czy tych na polach, łąkach. Jadą do zgłoszeń o utonięciach, jadą nieść pomoc osobom starszym przecież. Boże gdzie te zuchy nie jadą , gdzie nie pomagają. I tu przy remizie , przy fladze łopoczącej na bezchmurnym niebie tu w Skokach mówię przaśne ale z serca płynące DZIĘKUJĘ.

 

Wieprz na wysokości Skoków

 

I dalej do bramy. Bramy , gdzie odcina się zieleń łąk wszelakich , zieleń zbóż ozimych do tych złotych rzepaków i wijącej się drogi na tak przecież niedawno usypany wał przeciwpowodziowy. Tak. Dolina , starorzecze Wieprza , tu jeszcze w latach 40-tych XX wieku płynął. Teraz rzepak, zboże, łąki, ugory i ule. Tak ule już przy ścianie złota majowego ustawione, tam na lotnisku Borowina także – chatka Puchatka ulowa postawiona. Oby pszczoły dopisały, bo jakoś w gajach mało furczą. Chłodno dziś ale oczko słońce puszcza. Koncert skowronków , kruków i brzydko skrzeczących sójek dodaje i smaku i głębię przeżyć. I dalej za bramę na mój świat, moje ciche, ale niekończące się westchnienia. Każdy krok wybiera 30 cm drogi, skracając ją co krok, co dwa, trzy. Nade mną krucza poświata, 4 dorosłe szybują w swoim majestacie. Niski basowy głos rozchodzi się po chłodnym jeszcze powietrzu szybko i precyzyjnie. Nawijam kolejne metry na kołowrót swojej porannej egzystencji. Już blisko, skarpa ,wał ,zieleń bucha to i ówdzie ze zwojoną siłą. Przeszywa ją złoto mniszków , jaskrów wszelakich, rzeżucha polna i rzeżusznik nakrapiają białym i lekko różowym kwieciem stromiznę wału. Gdzieś zagonek brzezin, już sączy się stodoła i domostwa przychacie. Ścieżka tak mocno wydeptana , ba! Wyjeżdżona przez auta, rowery, motory i Bóg raczy wiedzieć co jeszcze prowadzi do mego miejsca wieprzańskiej mekki, wieprzańskiej ostoi. Dobiłem i zmysłami i krokiem szybkim w ten miraż cudowności poranka. Jestem i jest i ON. Wieprz. Taki bliski już ujścia do niej…matuchny rzek wszystkich. Tu Rwie się jeszcze, podnosi , kręci , zawraca, wybiera zakręty życia z energią i majestatem. Obserwuje go z góry i mew kilka i czarny baron tego odcinka. Kormoran niechciany tak bardzo. Staję na skarpie, tarnina za mną już kończy się bielić , wiśnie dzikie zrzuciły już płatki i zawiązki zielonych wisienek dyndają na wietrze. A on chłodny i wcale nie mały. Zrzuca z liści traw, turzyc nocne deszczowe krople. Suszy skołatane zimnem nocy liście wierzb , topól . Co chwilę przekrzykują się ptaki , to z jednego to z drugiego brzegu. Jakby chciały powiedzieć coś , jakby chciały zwrócić na siebie uwagę. I butelki po spotkaniu towarzyskich nie wadzą dziś….. A nią przykuł mały koziołek stojący na grani wału. Patrzył się na mnie długo…przyglądał , głową kiwał. Zbiegł w stronę wsi wywołując u mnie dodatkowe pozytywne emocje i przeżywanie ich w tych emocjach. Kilka zdjęć, by móc zapaść w toń tego zaranka. Zapadam….gasnę na 10 minut….chyba dziesięć….tak TU moich….

 

07 maja 2020   Komentarze (1)
filozofia   skoki   przyroda   Skoki Wiperz  

W Bochotnicy zakochani...epitafium dla Pana...

Jeden z licznych wąwozów " na rozstaju dróg" 

 

 

Ileż to razy można zakochiwać się w Bochotnicy ?

Mnie nie pytajcie... ja zakochuję się co chwilę. Jak tam jestem to już kocham swoją miłością pełną, na każdym wymiarze . W każdym sobie znanym calu. W Każdym oddechu i każdej odsłonie powieki. Jak już mijam nową Grotę a za mną już pierwsze jaskinie i droga na prom dr Strateg to wiem ,że przybiłem do matecznika. Te niezliczone zielenie grabów, lip, wiązów czy dębów aż porażają swoim majestatem. Pokrywają niczym dywan wzgórza lessowe. Tak niedawno jeszcze łysawe Gdzieniegdzie kępa drzew a tak garby i garby. Uwierzyć trudno ,że w ciągu 80 lat tak się zmieniła tu flora. Wybuchły berberysy, bzy pokryły metrów kilka od poszycia, graby te co mają najtwardsze drewno z wiązami oplatają każdą wierzchowinę i w dół zasypane dębami i wiązami. Brzozy tak nasze szeleszczą drobnymi liśćmi cały czas. Umyka czas , umyka ludzki pęd . Gasną człowiecze materialne istnienia. Rondo mijam , kiedyś skrzyżowanie . Tam na ten Kazimierz i na Nałęczów rozwidlenie i przy nim austriacka wojenna studnia. Tak pięknie przyodziana na Podzamczu ulicy. Kiedyś miała pompę tak do lat 50 -tych jak w Kazimierzu co plasowało ją – Bochotnicę na równi w tej materii. Druga studnia wykopana i ocembrowana przez wojska austriackie jest już w dużo gorszym stanie na ulicy Kazimierskiej. Mijam w oddali kaplicę nowo postawioną . Tu nigdy od setek lat nie było kaplicy czy kościoła. Donatorzy Zanusii wprowadzili na tą ziemię w XXI wieku budynek z lokalnego wapienia , skromny w swojej osobie , mnie do gustu przypadł. I dalej na Wierzchoniów. Przez wszystkie możliwe deklinacje, przypadki mijam ruiny zameczku Firlejów tych z Bejsc , z XIV wieku.

Zabytkowy nieczynny młyn wodny z XIX wieku.

 

Mijam dzielnice tej zacnej wsi „Za miedzą”, „ Kasztany” i „Ogrody”. Gaszę motor na „między-rzekach” Biedronka , chyba pobudowana w 2010 roku. Zabieram syna i w drogę ,na przygodę. Znam te przygody , znam te drogi,te szlaki . Czuję jednak dreszcz emocji ,TU w Bochotnicy. Jak ja ją kocham. Zatem młyn zostawiam tak pięknie góruje nad Młynówką suchą i Bystrą bliską. Zawsze rwę tu miętę przy moście. Jest jej jak i żywokostu pełno. Ach co a zapach i smak. Mięta przy pięknym białkowanym węgłowym domostwie z zadbanym przychaciem. Dalej chodniczkiem na Zamłynie. Chodniczek i asfalt . Przystrzyżone trawniki w domostwach ,studnie ocembrowane kołowrotem przyodziane. Z wielkim pietyzmem każdy włościan dba. Tu i tam uderza kwiecie wszelakie , wiosenne. Ach co za spacer ten po burzy... Dziś plan by małe kółko zrobić. Zamłynie – Rozstaje dróg – Zalesie – Sirkowy Dół do kamieniołomów tych co Pożarscy przez lata badali. Zatem uśmiecham się do państwa siedzącego na ławce przy stodole – tam gdzie można skrótem na niebieski szlak trafić. Pani poznaje ..bywam tu często .Odmachuje. Dalej i dalej do tartaku i w gorę iumbami . Ciężko na ręku z młodym bo chęci stracił na podróż, cisnę do góry. Co chwila wydobywa się nowa odsłona tej miejscowości. Co krok pokazuje swoje pejzaże. Widać ruiny zameczku , widać przełom ten małopolski Wisły. Zatrzymuję się . Podziwiam. Zatapiam się w tą tu historię. Przecież tak musiała ta wieś przez setki lat dawać sobie radę.

 

Młyński strażnik.....

 

Musiała mieć i Kołłątajów i Kowali i Płucienników, szewców czy oliwę ktoś tłoczyć musiał. Prąd w połowie XX wieku popłynął i wały pobudowano na Wiśle jednoznacznie zmieniając jej i wygląd znaczenie i przeznaczenie. Wypasano bydło czy kaczki gęsi na przywiślanych łąkach ...teraz zabrano to bezpowrotnie. Młynów aż trzy, pod Czarnym Lasem, Zamłyniu ( koło Biedronki) ,żydowski co na tartak się zamienił. Można było spotkać tam Ciupę, Olka Krasowicza,Olka i Staszka Nowakowskiego , Henryka Kochanowskiego . A przecież płótna były w cenie , moczono w łasze len miesiąc choćby i dalej nie pomnę . Tu na tej ziemi Jadwiga Witkowska z mężem Wojciechem działali. Jak potrzeba było młynka choćby do odseparowania plew czy dla obróbki lnu, konopi pan Wawrzyniec Kubala idealnie się nadawał. Była też przecież w takiej starej wsi olejarnia . Znajdowała się w domu Romanowskich . Trzeba było coś uszyć i to z jakością to zlecano pani Witkowskiej ,Walasowa,Rzeźnikowa ,Skoczowa czy Rybakowska . A grubszy krawiecki kaliber to pan Edward Samcik i Henryk Rzeźnik.

 

Piękno Bochtotnicy  i górujące ruiny zameczku

 

Przecież odzienek ważny ale w butach trzeba chodzić. Byli i tu w tym fachu po wojnie specjaliści. Spod warsztatu Seroki ,Skocza,Rodzika czy Nowakowskiego jedne z najlepszych i na targ były buty. A ja stoję z młodym skąpany w czarnych porzeczkach, zieleni traw i ziół wszelakich .Ambona patrzy na mnie ,ja na nią. Z boku fiołki polne ,szczawie wszelakie jasnoty , gajowce żółcią przeniknione. Zapach po deszczu nasącza moje zmysły i zmysły modnego. Idziemy dalej na Rozstaje dróg. Tam i na Zbędowice i na Parchatkę wiedzie szlak. Kto im te domy wstawiał myślę.. byli murarze genialni na wsi . Wizińscy, Skoczkowie choćby stawiali domy przednie. Zduni? Proszę bardzo : Stefan Pałka , Józef Piłat . Wykończeniówka najcieplej było zlecić Stefanowi Rodzikowi, Tadeuszowi Skoczowi, czy Ciupom. A sprzęty do orki , roli ? Kowale ? Są i zacni eksperci jak Stanisław Nowakowski, Zębko, Kowal, Szeląg.

 

Pobudowana niedawno kaplica 

 

Jak ja myślę tymi czasami przeszłymi. Tuż po wojnie . Wyobrażam sobie całym życiem Pana Edwarda już świętej pamięci Piwowarka. Tyle co pod balkonem rozmów i Bochotnicy spędziłem. Godziny ,dni całe a On tak opowiadał. Tak kochał ,że tym kochaniem mnie zaraził. I ja Jego wspomnieniami teraz żyję.Idziemy Zalesiem w dół do kamieniołomów. Do Pożaryskich ścianki.

A przecież nie samą robotą człowiek żyje. Była i orkiestra tu na wsi. Sprzypkowie : Antoni Trębacz, Antoni Ścibor...czy Władysław Czarnota. A na trąbce grał Edward Cenzura. Klarnet ? Mieczysław Rodzik i akordeon Marian Górecki choćby.

 

Schodzę niżej i niżej. Pachnie niesamowicie tym wąwozem. Tą niedawną historią , tym miejscem. Nad wypasem zwierząt przy Wiśle zajmowali się Wojciech Witkowski, Franciszek Pietrus, Mieciu Rzeźnik, czy Marian Grzybowski. Nie zapomniano o bartnikach . Panowie Józef i Antoni Królowie parali się także tym rzemiosłem. Naliczyłem aż trzy kamieniołomy . Kto parał się po wojnie górnictwem ?

Władysław Szymański, Franciszek Wnuk, Łucjan Karpiński , Tadeusz Pluta.

Jak poród na wsi odebrać to akuszerki także były : Karolina Witkowska ,Marianna Przewłoka.

 

Kapliczka na Zamłyniu

 

Przewaliło mi się przez głowę i myśli – myśli mojego niedościgniętego mistrza Edwarda. Taka wieś , tacy włościanie. Genialnie , do zakochania po tysiąckroć. Widzę i dąbrówkę rozłogową i jaskry i kokoryczkę. Widzę ściankę . Za siatką , za kratami wejść nie można. Czytać też słabo bo daleko. Tu było morze kiedyś.... Wracamy Zamłyniem , psy już tak nie szczekają... traktują może jak swoich. Za nami buchająca zieleń wąwozów ,kawał historii i wspomnień moich złączonych z tymi Pana Edwarda Piwowarka. On tak pokochał do ostatniego ją....wydał tyle książek ...o niej, Ale moje słuchanie od balkonem w Puławach było najpiękniejszym przeżyciem ….jego przeżyciem a moim pragnieniem...Bochotnico...

 

Nazwiska się pojawiające występują we wspomnieniach Pana Edwarda w ksiązce :”Rody Bochotnickie” z 2007 roku. Im wszystkim i niewymienionym składam wielki szacunek i ukłon.

 

03 maja 2020   Komentarze (2)
bochotnica   filozofia   przyroda  

Magia nad taflą jeziora Matygi....

 

Droga tak znana , tak oczywista a tak mało wydreptana przeze mnie. Mijam wstające słońce, zostawiając je w Wolnicy Gołębia. Jadę dalej, gotująca się Wisła , buchająca w ten lekko mroźny ranek bałwanami  za Dunajkiem też nie moja dziś, zostawiam. Mgły kłębiące się nad byłym lotniskiem w Borowinie także dziś nie moje ,zostawiam. Jeszcze niepodcięte wierzby trzymające w swych konarach , już liści zielenią pełne przy byłej miejscowości Kudłów też nie moje, zostawiam. Gigantyczne , monumentalne topole białe…jakże stare….świadkiem nie jednej historii , tej trudnej także były, też zostawiam ..tak te przed Borową…Snujące się zaspane oczy mieszkańców Borowej, kręcących się pod sklepem na głównej. Kapliczka Chrystusa na rogu zaprasza na chwilę zadumy , chylę głowę. Dalej , dalej. Wpadam na polną drogę, struga wody płynie jednak, ta co łączy się ze stawem w Borowej. Uderzenie przestrzeni , przestrzeni poranka. Syk z oddali uruchamianych kolejowych potworów gdzieś ruszających w trasę. Stoi i on , wskaźnik artyleryjski… pochylony jakby bardziej. Na nim ptaszek z długim ogonkiem , tak głośno ćwierka i potrząsa ogonkiem. Nie wiem co to za stworzonko. Dzielnie przygląda się co robię i gdzie jadę. Już szybę opuszczam z aucie i uderza mnie najpierw geniusz treli ptasich , później zmrożone lekko powietrze , i ten majestat łąk Skockich i ściana młodnika. Lasu , który tak niedawno posadzony po wojnie został. Przede mną była już stacja Zarzeka. W końcu połączyli zwaśnione w jakiś tam dla siebie sposób Skoki i Borową. Powstał tuż za przejazdem kolejowym , który był swoistą linią demarkacyjną tych wsi wspólny przystanek. Przystanek kolejowy – Skoki-Borowa. Po setkach lat bycia osobno..w końcu razem. Ja to też zostawiam. Zamykam szybę auta i dalej. Do fortu Skockiego. Do lasu, nad jezioro. Nad byłe starorzecze Wisły. To tu płynęła królowa polskich rzek w XV wieku. Przed Borową zakręcała w stronę Borku. Jej pozostałości to zapewne i jeziora Nury, Borowiec i Matygi. Właśnie cel dzisiejszego mojego poranka. Relikty fortu starannie pokrył młody drzewostan sośniny parującego żywicą. Gdzieś w promieniach jeszcze niespęczniałego słońca widać małe krzewy jałowca i ten rzeczny piach. Taki tu znany , wybierany pod Azoty, wybierany z kośćmi jeńców czy rosyjskich czy żydowskich. Trudne to tereny przy Dęblinie… a jeszcze trudniejsza ich historia…. Ale dziś ptactwo wszelakie bije trelem na każdą stronę, przemyka niepostrzeżenie sarna uciekając w jałowce. Zarywy widoczne jeszcze w lesie , choć już zieloność liści wszelakich zakrywa pomału to co od jesieni było dostępne. Zakrywa pomału, stopniowo relikwie tej historii wielkiej świetności rosyjskiej myśli budowli militarnych. Ten tu zwanym także fortem Borowa lub zwyczajnie fortem nr 4. Wybudowanym zgodnie z wszelakimi zasadami ówczesnych inżynierów wojskowych w latach 80 XIX wieku. Wysadzony w sierpniu 15 roku XX wieku  ( dość nieudolnie) przez wycofujące się wojska rosyjskie. Rozebrane po wojnie przez ludność na budulec co nie było niczym niezwykłym. Niech przykładem będzie choćby pobliski zamek w Sieciechowie. Przy Wiśle był w X-XI wieku. Na przełomie XIII -XIV odsunęła się matuszka wszystkich rzek od tego byłego miasta ( już w 1430 roku idąc za H.Stróżewską był miastem – choć jego klasztor i historia jest dużooooo starsza). Zamek został rozebrany do kamienia. Klonowicz pozostawił nam sporo informacji o Sieciechowie z przełomu XVI i XVII wieku. Pisał : "...wielce rybna Wisła obfituje w wyborne łososie i sumy. Tak ogromne, że jednego wóz pełny bywa ...Po rzece liczne krążą statki –z wodą wiosłami ,a pod wodę wiatrem i żaglami pędzone…."

Wracając do tematu to  budulec był potrzebny okolicznej ludności. Tu także, gdzieniegdzie jeszcze te wypalane być może w pobliskich Krasnoglinach , czy Sarnach cegły wystają w leśnym gąszczu. Nie wiem, dziś i nie Fort ważny, zostawiam. Niebieski szlak wije się wśród wystrzelonych tyczek sosen, przeplatanych jałowcem, leszczyną niekiedy. Droga piaszczysta ,ale na krawędzi lasu już bucha mech, porosty, darń , zielony kożuch , pierzyna leśna. Niczym tyczki, chude sośniny z ludzką matematyką prowadzane lata temu, owocują dziś porannych żywicznych oparach. Szlak niebieski, zjazd na jezioro. Jezioro Matygi, Matyckie , słyszałem nawet jezioro Nasze. Uprzątnięte , przystrzyżone wręcz przodki jeziora. Tablica informująca PZW, dalej ławeczka stolik w cieniu wierzb. Tu przed nosem rozpadająca się kładka wędkarska , swoje już na grzbiecie swym trzymała, swoje widziała. Te niezliczone ilości wędkarzy i tych co chcieli napawać się pięknem tego miejsca. Widziała zmagania , widziała wielkie sukcesy i wielkie porażki. Słuchała nie jednych siarczystych przekleństw jak i okrzyków egzaltacji i radości. Opowieści i niekończących się rozmów o życiu, o byciu o tym i o tamtym. Jakby to spisać były by opasłe tomy. Tomy wędkarskich wyznań na tym łez padole. Dziś już pochylona kończy swoją misję. Dziś jako już niedostępna wpisuje się w historię tego miejsca. Tak zadbanego przez brać wędkarską. Naprawdę jestem pełen podziwu. Żadnych puszek, pudełek, śmieci, worków po zanęcie, żadnych butelek po procentach. Oparta o wierzbę dalej MZ-tka oko cieszy…Wspomnienia wracają…jeździło się i taką też…łowiło się też. Dziś już późno, już po 6 grubo. Jezioro kończy spektakl parujących miraży wodnych. Mgła otulająca i snująca po tafli ucieka, schodzi na dalszy plan. Daje miejsce dniu, który się zagościł na dobre. Harmider ptasi w kwitnących tarninach i sosnowych ostępach jest nie do opisania, niesie się taflą wody. Wzbudza do życia na drugim brzegu rodzinę kaczek. Najpierw w stronę brzegu jeziora podąża pani kaczka , potem 3-4 pisklaki i tata kaczor. Cichutko wślizgują się do jeziora. Płyną wzdłuż brzegu teraz co chwile kwacząc. Przycupnąłem na kładce nowszej, nogi spuściłem nad taflę wody i dyndam nimi jak za gnojka. Oczy zamykam i zatapiam się w ten świat…zlewam się w niego. Odrzucam to co ludzkie zostawiam w sobie świat matuszki natury , przyrody…. Czuję synergię mocno. Mój świat, mój świt, moje chwile… 6:45 !! Znów za mało czasu dałem sobie…Trudno.  Pływające łabędzie kiwają głowami jakby się ze mną żegnały. Jakby był swój i u siebie. Tak się czuję właśnie …u siebie….zabieram ale tylko na chwilkę siebie stąd …niedługo tu powrócę……

 

23 kwietnia 2020   Dodaj komentarz
przyroda   matygi   Matygi Jezioro Ranek  

Kurz niesiony drogami tej ziemi....

Ścięte życie drzewa.....

 

Kurz , zewsząd kurz. Małe tornada kręcą przede mną , przed młodym moim. Kurz. Łopatka lekko wchodzi w puch piasku na wiekowej drodze Pożóg – Skowieszyn. Stoję z młodym patrzymy na dymiący komin Azotów ..tak blisko. Widzimy łany rzepaku , łany czyjeś pracy przed zimą. Już co niektóry wyrwał się do Słońca i zażółca się jego znamię. Zbyt szybko....mrozy i zimno nadają. Dziś jednak uderza wiosna w całej krasie. Powala na kolana , szarpie do granic zmysły moje. Wyciąga do nieskończoności mój zachwyt i szacunek dla Niej. Kurz, włazi w zęby, a młody tylko łopatką nabiera ten ziemski pył i wysypuje z łopatki....a on się niesie. Niesie na te garby Pożoga , na te wierzchowinie Skowieszyńskiej Ziemi. Uderza o ziemię. Ziemię ,która niosła setki końskich kopyt, czuła tysiące stóp...Ziemia co uginała się ale służyła włościanowi , rolnikowi, chłopu..Panu tej ziemi. Drogi co widziała tak wiele, widziała z swej wyższości nad doliną Kurówki przyoblekaną gdzie i Rudy i Końskowolę widać i Witowice i Chrząchów , widać z jej ramienia i Kurów i nowe arterie nowych szybkich dróg... Gdzie na niej nie jeden koń padł, gdzie przyjęła do siebie nie jednego powstańca , gdzie płacz matek i żon z dziećmi nasączał jej brzemię, uderzał w żałość i smutek i żal. Gdzie nie jeden dziad szedł wsie odwiedzić za garstkę chleba czy w stodole kont. Mówił i modlił się za dobrego Pana , modlił się za rodzinę, za ten świat... Dziś my na tej drodze pełnej historii i pełnej ludzkiego potu idziemy w nieznane . Prze siebie. Droga mocno spracowana pod kołami ciągników , kiedyś koni i wozów drabiniastych. Pachnący kapuścianym transem rzepak przełamany co chwilę czym świeżo nasianym lub sadzonym. Młode krzewy porzeczki pewnie czarnej łapią swoje pierwsze wiatry słońca ciepło. Warkot ciągników między wąwozami z zawieszonymi siewnikami zwiastuje czas bardzo intensywny dla siejących. Mimo ,że ziemia lekko się podaje maszynom, gdzie i redlina równiejsza i powtarzalna, gdzie nasiona trafiają co ileś centymetrów od siebie niczym cyrulika robota , gdzie i koni brak i ich żywota ciężkiego nie szkoda. Wąwóz za wąwozem. Toczy się przy nas Zielony Szlak. Co od Kościoła w Skowieszynie asfaltem , płytą ażurową pnie się na wierzowinę , gdzie i dwór stał i gdzie Pan panował. I wpada w wąwozy co na sam Las Stocki powiodą, na Kolonię Pożóg zaprowadzą czy do Pożoga zawrócą. A przy nich ,koło drogi te pola ,zaorane już ,posiane ,pielęgnowane. Kipią nadzieją ich włościan , ich nadzieją na dobry plon, na 2,5 zł / kg porzeczki. Ziemia żyzna orana i uprawiana wieki, zna co cłopski trud wie ,że rodzić musi, musi … A i na graniach tych pól i ugorów niekiedy i ziela wszelakie wiosenne oko umilają. Bije przetacznik ożankowy, uderza jasnota , tasznik w swej białości pełen . Puka w zmysły i miodunka i kokorycz, fioleci się fiołek ,a żółci i ziarnopłon i podbiał. Czosnaczek łanami się ściele , a bluszczyk kurdyban jeden zaczyna wyłazić w końcu. Jakiś w tym roku opieszały. I dalej idziemy, uderzamy co rusz z gwar ptactwa wszelakiego, psów jazgot z oddali i zwierzyny ten w wąwozach ciche odgłosy skąpany. Dalej przed siebie. Pola i rola i ugór i łąka...łąką w dół....tam cel nasz na dziś. Tylko na dziś. Patrzę na drzewa młode , młodnik uprawny. Pan życia i ich śmierci. Zawinięte w jutowe worki korzenie leżą oparte bokiem na ziemi. W szeregu ale nie zakopane w matuszce ziemi. Boże ..czekają na śmierć lub życie , powolną agonię w jutowym worku , na boku pochylone. Zamarłem , aż mną zatrzęsło. Młody wyczuł mój niepokój, frustrację i bezradność. Tylko tliła się w głowie myśl jedna , skoro tamte wsadzone te czeka ten sam los!

 

 

 

 

Opadam w dół na skraj wąwozu. Mijam przetaczniki i szczawie wszelakie..Jest młoda brzezina , topoli kawałek , jest i uskok materii. Wschodzę ciekawy, cięgnie mnie tu. Jest ! Epitafium tych naszych czasów naszego bytu. Droga życia pełna i jego końca. Coś mnie tak mocno w to miejsce rwało , ciągnęło, dawało siłę na nowy krok, na kolejne metry. Doszedłem i usiadłem. Wielkie drzewo, najpotężniejsze w okolicy. Mocy pełne i powagi, wielkiej ważności w tym miejscu. Stało się niezmierzoną potrzebom ludzkiego istnienia . Jego bycia na tym łez padole. Jego potrzebom bycia i życia. Stało się nie tylko świadkiem wielkiego ludzkiego pokoleniowego bycia, stało na straży użytku dla ludzi . Poświęciło swoje setkę lat by zapewnić kilka lat życia ludzi. Ogromne drzewo nie znam jego imienia . Największe stąd. Cięte na kilka pił. Już zmurszałe , już mech go oplótł, już o nim zapomniano. Już o nim zapomnieliśmy...przysłużyło się ...przetrwaliśmy zim kilka , na przednówku pod kuchnią palone nim by kaszę uwarzyć,czy ciepło po izbie rozlać. 

Dziś jego dwa ogromne pocięte i pourywane pnie są niemym świadkiem tych trudnych czasów. I zapewne znak krzyża przy pierwszym ciosie był i modlitwy o lepsze jutro przy jego dzieleniu na wsi. Konie nie dały rady tych pni zaciągnąć gdzie należy, zostały a ja łzę roniłem dziś nad nimi widząc ludzkie szczęście tego kolosa ciepłem w kuchni ale i naszej zapłaty za to matuszki przyrody brzemię. Kupa śmiecia zostawiona przez nas w dowód podziękowania i uznania boli mnie najbardziej.....

 

29 marca 2020   Dodaj komentarz
skowieszyn   filozofia   przyroda   pożó   Pożóg Skowieszyn wiosna wąwozy  

Wielka topola biała i mój mały leśny...

Topola biała

 

Największe i najbardziej potężne drzewo tuż przy mnie rosnące - topola. Tym ogrodzonym lesie instytutu pszczelarstwa. Kiedyś była tabliczka która mnie bardzo ciekawiła - Instytut doświadczalny ... I te ule i pszczoły ....od razu skojarzenie z The X Files.... Dziś las bardzo głośny, ptactwo już wiosenny godowy koncert uskutecznia. Łyse korony drzew, zieleń tylko mchu i porostów a tu już na przedwiośniu wiosna ... Ten las i widział i chyba chował w sobie nie jedną tajemnicę. W jego krańcu w stronę Ceglanej palono znicze po wojnie i w latach 60 jeszcze. Zbierano się, modlono . Tu przy plebanii teraz , w latach 80 była mogiła pełna kości , którą skutecznie zakopano głębiej .... Słuchy chodzą , że to żołnierze austriaccy z I wojny światowej , inni mówią że to wojska że wchodu ... Tego nie dowiemy się pewnie. Ale kto wie ... Tu przecież była piaskarnia i sady. A sam las jest dość stary , ponad 140 lat ma patrząc na mapy. Tu i bardzo rzadki buk jest , i brzozy sporo , topoli wspomnianej, olszyny, dębiny czy jesionu. Jest i wiąz i niestety rudbekia akacjowa ...i sosny...i pachnące cudownie czeremchy... I pszczoły

20 stycznia 2020   Dodaj komentarz
przyroda  

Mroźny pierwszy świt nad Borowcem

Jezioro Borowiec... świt...

 

W końcu moje nozdrza przeszywa świeżość zmarzniętego powietrza. Nie deszczem i wilgocią wszelaką wiatrem smaganą choćby wczoraj. Dziś jest ta chwila , kiedy zaczął się sezon mój najukochańszych ranków. Przesiąkniętych lekkim mrozem, którego odbierają wszystkie komórki mojego ciała. Gdzie w plątaninie myśli jeszcze nocnych , w butach jeszcze letnich stoję ja i stoi przede mną majestat przyrody. Ja marny i wątły, ona tętniąca życiem choć dziś surowa i zimna. Bucha , ciężko oddycha , mgliści się wymownie nad jeziorem Borowiec. Tuż przy Borowinie, przy lotnisku,, przy tych jeszcze niedawno zlanych złotem kłosów parzenicy i żółtością rzepaku. Nogi zatapiają się w brunatną ziemię , już poddaną ręką ludzką, już przerzuconą, już wybronowaną, już na tą jesień i zimę przygotowaną. Młody rzepak wygląda nieśmiało na jej powierzchni. Ziemi od wieków rodzącą i dającą nadzieję na lepsze jutro.

Czuć jej ziemistość, czuć jej majestat, czuć jej godność. Nozdrza przyjmują ponownie dawkę otrzeźwienia i orzeźwienia. Trzymam tą chwilę na wdechu …po woli wypuszczam. Szren wymalował na zielności tego miejsca swoje diamenty lśniące we wstającym słońcu. Gdzieś w oddali zapada milknący odgłos ptactwa.

 

Zimno. Nie Mroźna. Zwyczajnie zimno, ot .

 

Pszeniczno – błękitne niebo na sklepieniu schodząc w dół w pomarańcze i czerwienie. Co za malarz wymiarów. Dziś ich tyle w sobie, załamują się przenikają, wychodzą i wchodzą w siebie. I nagle zatapiają się w zadymionym oddechu jeziora. Buchająca para , niczym z parowozu, niczym ze zmęczonego biegiem sportowca o mroźnym świcie unosi się dając obraz mistyczny, wymowny. Zamykam oczy. Stapiam się w nim – w tym świecie.

Czuję jak ten październikowy świt przeszywa mnie i moje zmysły. Buduje uczucie pełności i dobroci. Napełnia już na wyczerpaniu baterie mojego bytu i bycia. Dopełnia niedopełnione. Zamyka niezamknięte. Buduje niezbudowane. Chwila ulotna ale jakże potrzebna. Jezioro oddycha, oddycha wolno, majestatycznie. Ja z nim w niezmąconej przez lata wielkiej atencji i empatii do matuszki natury. Do przyrody. Tej zarannej, niezałapanej, unikalnej. Czas się zbierać. Wstałem ranniej niżby zwyczajowo by pogościć się w tych październikowych pierwszych przymrozkach właśnie tu. Przy lotnisku, przy jeziorze. Ruszam do pracy….zupełnie inny….

 

 

08 października 2019   Dodaj komentarz
przyroda   Borowiec świt mróz  

Magia łąk bonowskich ...

Łąki z wrześniowego zimnego ranka 

 

 

 

 

 

 

20 września 2019   Komentarze (2)
przyroda   łąki bonowskie  

Zapomnienia z Parchatki

 

Rzeka złota nawłoci pływa między wąwozami , tuż za nią zboża posiane już czekające na zbiór . Taki nasz owies , żyto prężą się ku słońcu. Tu pewnie kiedyś stała chałupa , tu być może drogi się krzyżowały , tu pewnie historia się pisała na nowo. Tu matki wypłakiwały łzy całe za swoich synów co na wojny szli. Tu ci synowie opłakiwali swoje spalone ojcowizny. Tu ojcowie klękali i modlili się za zdrowie domowników , za deszcz czy dobre czasy. Droga zarosła , przykryła się zielenią i kwieciem lata, pola dalej się złocą zbożem , ale już nikt nie płacze przy nim , nikt się nie modli o lepsze jutro, nikt się nie zatrzymuje. Nikt prócz mnie dzisiaj .... przydrożny krzyż , niech aż tak samotny się stoi , przystańmy, westchnijmy... przydrożny krzyż przy Parchatce.

 

28 lipca 2019   Komentarze (1)
przyroda   parchatka   Krzyż parchatka  

jezioro Matyckie - poranny oddech naturą......

Jezioro od strony lasu

 

 

Poranny świt. Chmurzasty mocno. Ciężkie deszczowe chmury ledwo co podwieszone pod nieboskłonem. Lekko zawiewa chłodem. Czyżby już tak zostanie , że ten polski lipiec będzie niczym październik ? Zimny, deszczowy i bury? Może to i po części dla przyrody lepiej. Już tak bardzo rozpalona po majowych dniach, i prawie popadająca w samozapłon po czerwcowych skwarach ma prawo odpocząć w chłodzie lipcowego poranka. My też.

 

Urlop ? Żniwa? Tak… nie wszystkim matuszka natura dogodzi. Nie wszędzie będzie po równo, nie zawsze sprawiedliwie. Na pewno się stara, czuję to. Dziś droga polna wśród łąk wije się niczym Wieprz po odstępach Lubelszczyzny. Widać ścianę lasu. Tego młodego co reszki fortu przykrył swoim płaszczem, otulił , każe zapomnieć. W oddali złocą się pszeniczne kłosy , a dalej droga już mocno mrucząca i burcząca samochodowym porankiem. Ja tulę się autem do ściany lasu mijając słup – wskaźnik carski jeszcze.

 

 

Droga dojazdowa od strony Borowej

 

Niebieski szlak prowadzi nad jedno z dawno nie odwiedzanych miejsc przeze mnie. Jezioro Matyckie przy miejscowości Matygi. Droga utwardzona, ba! Nawet jakieś kawałki asfaltu. Im bliżej jeziora , tym więcej pokruszonej cegły na niej, coraz bardziej staje się nienaturalna. Nie stąd. Wjeżdżam w młodą sośninę. Równo , geometrycznie posadzone sosny, na cieniutkich wychudzonych nogach kołyszą się miarowo przy lekkim wiaterku. Ale to przecież las, a ja las każdy kocham. Choćby zagajnik, choćby kępa, choćby 2 siewki czeremchy to już las dla mnie. Tu jest wszystko, mech gruby się ściele, zapach żywiczny wokół, ptactwo przygrywające swoje melodie i droga leśna nad jezioro. Już na mapach z 1785 roku było wykazane i to z nazwy, gdzie jeziora dwa pozostałe leżące na tym samym zasilaniu czyli Nury i Borowiec nie miały nazwy. Otaczało miejscowość Kudłów, która zawierucha i historii i Wisły pozbawiła istnienia.

 

 

 

Dziś Matygi , ale i one zmieniały się jak się zmienia Wisła. Jezioro niepodobne do pozostałych. Głębokie. Podobno nawet dołki do 8 metrów. Ryby pełne bądź choć nadziei na nią. Skręcam po raz ostatni w lesie i widzę w oddali zabudowania wsi Matygi. Już blisko. To nie jest mój pierwszy raz na tym jeziorze. Jak mieszkałem kilka lat w Dęblinie to często z Marcinem tu bywaliśmy. Pamiętam te łany roślinności wodnej, grążeli , rozpadające się kładki po stronie wsi. Wielkie nadzieje na lina czy ładnego karpia, które dla mie zawsze kończyły się nadziejami. Pamiętam jak pewnie już nieżyjący sąsiad z Dęblina opowiadał o tym jeziorze , że ma podwójne dno, że w dołkach siedzą ogromne sumy. Nurkiem był. Zna to niepozorne jezioro, które ukryło się w lesie od strony Borowej, czy w szuwarach , pałkach wodnych i tataraku od strony Matyg. Zaciągam się Matyckim powietrzem przesiąkniętym wilgocią zbiornika, żywicą sośniny porankiem tego dnia.

 

 

Lubię ten zapach. Dawno go nie czułem. Rozglądam się na boki, na wprost. Po prawej wędkarz wychylił się ze stanowiska zobaczyć kto tu przyjechał, po chwili wrócił do swojego zajęcia. Wita mnie uszkodzona kładka otoczona ogromem ziela. Pręży się przy niej czyściec błotny, wygląda w swym fiolecie majestatycznie, tuż przy nim pręży się krwawnica. Tojeść żółci się niepozornie stłumiona szuwarami jeziornymi. Na wodzie grążel , rdesty i wierzby ogromne, podcinane widać tak dumnie tu sobie stoją, rosną , piszą historię…. Akwen PZW. Kładki świeżo zbite, kilka rozsianych na tym akwenie od lasu. Po drugiej stronie także są nowe i stare stanowiska , pięknie je widać na lekko falującej wodzie. Pusto na nich. Aż niepodobne….jedna osoba wędkuje i ja chodzę z aparatem i myślami przy nim. Gdzieś zaszyty piękny biały kielich kielisznika zaroślowego, dzięgiel kwieci się.

 

 

Pamiętam ognisko, kiełbaski tam wyżej , tam gdzie się kończy. Pamiętam ich smak tych kiełbasek pieczonych na patyku. Śmiech znajomych przeplatany emocjami. Radość z połowu i smutek ze śmiecenia tego miejsca. Pamiętam godziny wytrwałej obserwacji spławika, godziny zerkania na szczytówkę feddera. Pamiętam mewy, pamiętam przelatujące ćwiczące samoloty z pobliskiego lotniska, pamiętam i te piranie tu wyłowione. Ale czuję, że to jezioro miało i tą trudną historię, zaborów, wojen. Nieszczęścia i wielkiej tragedii ludzkiej, Pewnie i żywiło , dawało nadzieję na lepsze jutro. Pewnie ma swoją historię.

 

Liczę, że uda się usłyszeć ją od Państwa. Tych kilka przekazów dziadków, czy historii z nim związanych.

 

 

Dużo tarniny , czeremchy dużo Matyckiego piękna. Piękna jeziora mającego duszę. Jeziora zadbanego, jeziora mającego gospodarza. Dziś dużo wspomnień wróciło, dołożyłem nowe. Będę tu wracał na pewno. Czas goni. Żegnam się z tym światem. Zamykam oczy. Słyszę szum wiatru przelatujący przez cienkie nóżki sośnin. Słyszę jak smaga taflę jeziora , jak pisze historię tego miejsca. Jeszcze po drodze łąki trawiaste , tak już żółtych, kocanki dopełniają żółtości tego miejsca. Spoglądam na ścianę lasu ona na mnie….

 

Kielisznik zaroślowy

 

Łąki Borowskie

 

 

 

 

Kocanki 

11 lipca 2019   Dodaj komentarz
przyroda   borowa   filozofia   Matygi Kudłów jezioro  
< 1 2 3 4 5 >
Blogi