• Grupa PINO
  • Prv.pl
  • Patrz.pl
  • Jpg.pl
  • Blogi.pl
  • Slajdzik.pl
  • Tujest.pl
  • Moblo.pl
  • Jak.pl
  • Logowanie
  • Rejestracja

Blog o przyrodzie, naturze, śpiewaniu, historii

Kategorie postów

  • aktywność sportowa (13)
  • basonia (1)
  • bobrowniki (4)
  • bochotnica (12)
  • bonow (2)
  • borowa (16)
  • borowina (5)
  • chrząchów (1)
  • chrząchówek (1)
  • ciekawostki (23)
  • cmentarze (21)
  • delegacyjny i podróżniczy splen (5)
  • dęblin (27)
  • drozdówko (1)
  • epidemie (6)
  • filozofia (67)
  • gołąb (5)
  • góra puławska (3)
  • historia (130)
  • jaroszyn (1)
  • józefów (1)
  • karczmiska (1)
  • kleszczówka (1)
  • końskowola (7)
  • kurów (1)
  • Łęka (1)
  • maciejowice (1)
  • matygi (4)
  • młyny i wiatraki (25)
  • mosty i przeprawy (3)
  • nieciecz (1)
  • obłapy (1)
  • opatkowice (1)
  • osmolice (1)
  • parchatka (6)
  • piskory (1)
  • podzamcze (1)
  • pożó (8)
  • przyroda (44)
  • puławy (48)
  • rodzinne strony (55)
  • rudy (4)
  • sieciechów (3)
  • sielce (1)
  • skoki (6)
  • skowieszyn (6)
  • smaki ryb w puławach (2)
  • spiew (12)
  • starowice (1)
  • technika (5)
  • trzcianki (1)
  • wąwolnica (1)
  • wieprz (2)
  • wierzchoniów (1)
  • wieże wodne- ciśnień (7)
  • wisła (8)
  • witoszyn (1)
  • włostowice (2)
  • wojciechów (2)
  • wolka nowodworska (1)
  • wólka gołebska (6)
  • wskaźniki artyleryjskie (1)
  • wyznania religijne (18)
  • zbędowice (2)
  • ziemia szczecinecka (1)
  • Życie (54)

Strony

  • Strona główna

Linki

  • Bez kategorii
    • Blog o własnej wędlinach....
  • Bieganie inie tylko
    • Maratończyk i jego przemyślenia
  • Historia
    • Fortyfikacje
    • I WŚ Puławy
    • Interaktywne stare mapy
    • O cmentarzach , dworkach
  • Historia lokalna
    • Dawne Puławy
    • I Wojna Światowa
    • Kompendium wiedzy o Gołębiu
    • Poznaj Lublin
    • Skoki i Borowa
    • Świetny blog o historii regionu
    • Wszystko o Sieciechowie
    • Wyjdź z pociągu
    • Zabytki, zaułki, zakątki ...
  • proces technologiczny
    • Procesy technologiczne
  • Przyroda
    • Blog leśniczego

Kategoria

Przyroda, strona 2

< 1 2 3 4 5 >

Maliny.....te leśne....

 

Maliny te leśne zrywane o 6 rano wprost z krzaka nie maja sobie równych w bukiecie smaku i zapachu . Drobne i niepozorne kryją w sobie słodycz dzieciństwa tak często beztroskiego i jedynego . Smaki na starość się zmieniają , z wiekiem zlewają się w przaśną codzienność , warto iść do lasu , na maliny wtedy .

 

Warto zjeść choć jedną... dzień dobry

 

 

 

 

09 lipca 2019   Dodaj komentarz
przyroda   malina rudy las  

Nadwieprzański wolny ...cud...

Skockie łąki nad Wieprzem i koń

 

Słyszę tak dawno nie słyszany chrobot i pomlaskiwanie. Od razu widzę dziadkowy sad. Pełno w nich śliw, jabłoni i grusz. Pełno nieskoszonego siana, pełno życia. Tam aż do płotu, do stawku a w sumie bagna już gdzie chodziłem w woderach i zbierałem rzęsę dla kaczek ,kur. Pachniało tym bagnem tak soczyście, czuć było wilgoć szuwar, piękno sitowia i pałek wodnych. Tatarak tak bardzo się zielenił. Pamiętam. Kiedyś ktoś powiedział, że tu czołg niemiecki zatopiony….ot takie legendy. I ja w tym jako 10 letni chłopak stoję w tym sadzie przy bagnie, przy płocie i widzę ją – dziadkową kobyłę. Tak to ona była oczkiem w głowie dziadka. A w tym jego sadzie uwielbiała jedno drzewo. Jabłoń już leciwą , rozłożystą. Dawała co roku niezliczoną ilość zielonych bardzo smacznych jabłek. Soczystych po pierwszym zatopieniu w nich ust. Pamiętam dobrze, czuję ich smak. I ta kobyła też je lubiła. Ba lubiła i podgryzać korę jej zostawiając ślady trwałe na niej.

 

Wieprz

 

Często jak łaziła wolno to przy tej jabłoni lubiła zlec pod nią. Blisko była grusza o bordowych podłużnych owocach. Nie wiem co to za odmiana. Mówił dziadek poniemiecka. Fakt była już stara, zniedołężniała ale zawsze dawała obfitość owoców. Tak tak, ta dziadkowa kobyła była dziś przed oczyma moimi tu na Skokach. Gospodarz trzymając jedną ręką uprząż w drugiej kierownicę roweru. I tu koło 6 rano tak sobie razem truchtali w stronę wału by w końcu dobyć łąk nadwieprzańskich. A ja za nimi w swoim stalowym rumakiem jechałem i napatrzeć się nie mogłem, i na wał po kamieniach i z wału na łąki wylewowe. Gaszę auto. Wychodzę i widzę w oddali już grupkę koni. Pewnie tych pociągowych, tych tak potrzebnych na roli.

 

 

Tych bez których ziemia marnieje, bez których życie na wsi by nie istniało. Nie każdy go miał, nie każdego było stać na niego. Ale tu się dzielono , pomagano wzajemnie. Tak ten koń wiele robił , ciężko robił często w kieracie. Był zaprzęgany do niejednych wozów, do niejednego pługa nigdy nie odmawiał , ciągnął ile mógł, często w spiekocie lipcowego dnia, często z zimnym zacinającym deszczem października.

 

On...

Niekiedy parsknął , niekiedy głową pokiwał, wzdrygnął się i pracował dalej. W swoim końskim znoju, końskim padole. I tu na tych łąkach wieprzańskich w tym słonecznym ranku widzę te konie. Nieskrępowane , wolne niczym tarpany. Co za widok. Zaparł mi dech w piersiach. Przecież tak długo wyczekiwałem na nie tu. I w lutym mroźnym poranku wypatrywałem i w kwietniowym ciepłym wiosennym słońcu. Są. W końcu są. Parskają słyszę, daleko są , tylko ten teraz przyprowadzony zachłannie podgryzał trawę nad Wieprzem. Tym moim najukochańszym Wieprzem. Tu w Skokach jedynym , wielkim, unikalnym.

 

Niezapominajka

 

Gdzie już ziela są inne niż na wiosnę. Już czuć czymś innym, czuć latem. Przy leniwie dziś płynącym Wieprzu już kwitnie krwawnica tak pięknie mieniąca się czerwonością fioletu niczym grot a poniżej już wcześniej zauważony łączeń baldaszkowy. Niczym kwitnący koper ,ale różowy lekko. Ciekawa roślina. Nie wiele można ich spotkać gdzie indziej, ale tu mają się świetnie. Pod stopami ścielę się pięciornik , każdy pozna mocno zielone postrzępione listki. A jest i gęsi i kurze ziele. Jeszcze nieśmiertelna cudownie błękitna jak dziś niebo z rana niezapominajka. Tu skromna – ot kilka kwiatów. Zaciągam się powietrzem. W nozdrza wchodzi mi cały majestat tych łąk, cała wilgoć rzeki, cały trel ptasi, cały całun historii tej trudnej tej miejscowości. Taka mieszanka smakuje tu wybornie. Miętą czuć już jak stąpam po niej. Obok macierzanka , całe jej poletka. Co za zapach.

 

Tarczyca

 

Unosi się w parującym ranku Wieprza. A tuż obok przy wierzbie wszędobylskiej ale i tej czerwonej , która bardziej lubi Wisłę wyrasta piękna fioletowa tarczyca. Tak to już lato….a na łące tej przywieprzańskiej żółcią tak pięknie omany łąkowe. Jak małe słońca rozświetlają zieloność tego miejsca. Szczawie całymi kępami obsiadły te łąki ,powiewają ich już dojrzałe rdzawe w nasiona łodygi na porannym wietrze. Co chwilę słyszę pffpfpffpfp.Są tu – jak dobrze, że są.

 

 

Oman łąkowy

 

Teraz to miejsce jest pełne, i On Wieprz i One konie i Ona Matuszka Przyroda. Wszyscy razem, wszyscy w symbiozie, wszyscy pochłonięci w sobie. Pan już odchodzi , trzyma w ręku bacik nie użyty ani razu . Cały czas się na mnie patrzy, wsiada na rower i co chwilę zerka w moją stronę. Dziwnie się czuję a przecież bywam Tu tak często…. Podchodzę i ja do auta. Opieram się o drzwi. Ostatni raz spoglądam na łąki, na Wieprz, na niebo, i na Nie – na konie…. Ich majestat i ta wolność tak już jego mało i jej mało na tym świecie. Dobrze. że Tu przyjechałem. Musiałem, chciałem.

 

 

 

 

A zapomniał bym o bocianie na Żuławach Gołębskich co żerował. Tak dostojnie kroczył. Wiedział gdzie jest ,że kocha tą Gołębską ziemię. Ten Tu świat. Tak Lubelski , taki ten tutejszy. Trwał i dzielnie znosił znój poranka i całego tu bycia. Mimo wszystko. Być może miał przed sobą dzień długi i trudny? Może przed nim nowe wyzwania? Może … Ale dostojnie kroczył ..wiedział ,że da radę, że dał.. Dał mi nadzieję, że mój mimo zapowiadająco się ciężki - przetrwam.

 

Bocian Gołębski

04 lipca 2019   Komentarze (1)
przyroda   skoki   Konie wolny wypas wieprz  

I znów ten Wieprz

Już późno. Później niż zawsze. Budzik budził dziś. Nocne mary dnia wczorajszego długo były we mnie. Budzik je wygonił. Kawa odświeża umysł. Staje się jednolity, nastawiony, właściwy. Dziś chwilę pobyć nad Wieprzem. Na Skoki , Masów za późno. Za późno. Borowia. Tak tu pasuje. Zabieram ze sobą całą moją przyjaźń, miłość do niej, do matuszki natury pod ramię i schodzę w dół. Do niego. Płynie już wychudzony, wąski w pasie. Wie ,że już za kilkadziesiąt metrów zakończy swój bieg. Krzyż i swój po 300 km pielgrzymce zrzuci i brzemię swoje do Wisły. I tak od zawsze i tak do końca.

 

 

A ja dziś tu stoję. Patrzę. Nadwieprzańska łąka pełna szczawiu, łopianu , traw , turzyc , ziela wszelakiego. Tu nad brzegiem często spotykany przy tej rzece łączeń baldaszkowy. I skowronki, i mewy i most drogowy nad nim. W oddali słychać pociąg sunący po moście żelaznym na Wiśle.

 

Niby harmider, stukoty, warkoty silników ale jest tu cudowne wyciszenie. I Wieprz wolny, bez zobowiązań, bez narzucanych norm, bez słowa musi - płynie i wije się jednostajnie, miarowo – po swojemu. Wolno tu płynie i czas i myśli……

 

 

Borowa, Wieprz przy moście drogowym. Zdjęcia własne.

28 czerwca 2019   Komentarze (1)
przyroda   borowa   Wieprz Borowa  

Poranne Matygi

Ranek nad Matygami...

 

 

26 czerwca 2019   Dodaj komentarz
przyroda   matygi  

Kurówka

Rudy poranne. audycja poniżej.

Paletowa przeprawa przez Kurówkę. Przy pompowni wody w Rudach.Ranek.Dziś.

 

Oraz audycja .....

https://drive.google.com/file/d/1h_CQbITJDP5OFruPw0Yrb9cUOFLrjbvg/view?usp=sharing

 

12 czerwca 2019   Dodaj komentarz
przyroda  

Gdzieś między Klikawką a Wisłą....

 

Włączam moją poranną listę muzyczną na telefonie. Sprzężam z autem. Już mam, już płynie muzyka mej duszy, mego serca. Jan Tiersen dziś w odsłonie natury i tego piękna kobiecego głosu w utworze Koad. Świeżo zaparzona i wypita kawa o tym środowym świcie pobudza. Wiem, że ten dzień będzie unikalny. Znaczy na pewno ranek. Mijam mostek na Klikawce. Przede mną pola i łąki skąpane we mgle , mgle tego czerwcowego świtu. Zagęszcza się miejscami by rozprężyć się gdzieś tam przy wale, przy Jaroszynie. Słońce zacina swoimi błyskami jeszcze nieśmiało. Ciepło już ale nie gorąco. Droga polna, wiem znam drogi polne. I te do lasu i te do wsi, i te do mostu i te na łąki. Tu usiana wierzbami , tymi wiślanymi. Zieleń traw nasyca już i tak mistyczny poranek. Widzę z oddali oczka wody, brunatność łąk po wylewie. Wisła się otrząsła i wróciła do koryta. Zostawiła po sobie swój ślad , ślad jej istnienia. 

 

 

 

Przekaz o jej nieobliczalności i jej misji. Widzę te znaki jej bycia , mijam co rusz. Mgła towarzyszy mi , otula i sprawia , że ten świt jest tak tajemniczo piękny. Gaszę silnik. 5:30 rano. Na niebie wirują poranne chmury nie zwiastujące nic złego. Ot kręcą się niesfornie po niebie. Zasłaniając coraz rzadziej słońce. Jest. Jest ten świat. Świat mój tak mocno mój. Tymczasowa „łacha” skutecznie odgradza mnie i Wisłę. Dziś do Ciebie Wisło nie przyjechałem. Dziś przyjechałem do tej już niedługo istniejącej łachy skazanej na byt nieistnienia. Otwieram drzwi i uderza mnie ta cudowność tego miejsca. Wstaje i zbieram każdym zmysłem to co mnie tu przeszywa i otacza. Wzbił się nade mną dzięcioł chyba czarny. Uderza mnie jego obecność. Choć tak mało się znam na ptakach. Ma bardzo unikalny swój trel , swój głos. Słychać go daleko i wyraźnie. Kolega ekspert od ornitologii mówi, że podobny głos ma do orła.

 

 

To ciekawe, nie skojarzył bym. Odprowadzałem go wzrokiem , nikł w oddali nad polami truskawek i zboża. Przede mną rozlewisko wybrzmiałej niedawno królowej rzek. Tak naturalnie już przejęte przez florę i faunę. Pliszki czy czajki uwielbiają takie miejsca. Jak i ja. Pliszki szare tak bardzo wkomponowały się w te trawy zalane , łąki , że ciężko je dostrzec. Nie boją się ,żerują w tym podmokłym świecie. Jak pewnie co ranek , jak pewnie co dziennie, jak pewnie przez całe życie. Słońce odbija się w tafli wody budząc mieszkańców do życia. Świergot ptactwa, gdzieś z oddali warkot ciągnika jest niczym. Tu ton tego miejsca nadaje basowe buczenie kumaka nizinnego. Ten mały płaz potrafi takie cuda. I to nie jeden. Zamykam oczy i widzę i słyszę go w tych naszych filmach. Tych o polskiej wsi, o życiu na niej. O nieodłącznym byciu razem ludzi i natury. Ktoś z Państwa poda choć jeden tytuł ?

 

Żywokost albison :)

 

To on miarowo nadyma swe poliki tam w tych trawach ,szuwarach. Malutki ,ale jaki donośny, jaki nasz… Krzyczy w górze czajka na mnie. Rozpościera skrzydła nad tą polną łąką, nad rym zalewiskiem. Nade mną. U końców skrzydeł głęboka czerń by nagle przejść w biel tułowia. Krawat czarny. Genialnie się prezentuje, a może wita. Pod nogami piękny albinos -żywokost lekarski. Biały kwiat, nie jest to rzadkość. Przy nim majestatycznie pną się trzciny. W tle wierzba iwa. Skromna ta wierzba. Skromna. Krok dalej już fioletowy żywokost. Liście łopianu już takie ogromne. Tu im dobrze. Otulone przytulią ciepłym i czułym dotykiem. Wszędobylska jasnota biała nadaje świeżości temu przydrożnemu raju. Podążam dalej, cholera po co patrzyłem w dół- wiem już przepadłem , już moją dusze napełnia miłość do botaniki. A tak chciałem i zobaczyć coś więcej niż moje kochane ziela. Prawie się udało. Zapadam w niej cały…

 

 

Krople rosy na wierzbach ..i trawa gęsta mokra pachnąca rankiem....Tak mocno aż podniecająco !Promienie słońca ciepłe...Trawa się poddaje tym promieniom...Wynikają w nią i przenikają aż do ziemi, uwalnia się wilgoć i woń...Oszałamiająca zapachem... I wszystko co żyje wychodzi z niej.A ranna kropla spływa powolnie po jej źdźble, lekko ugiętej jej ciężarem. Kropla opada bardzo powoli. Prostuje się źdźbło trawy...Ta łza poranna nawadnia i tak już nasiąkniętą wodę od wybrzmiałej Wisły. Ziemia nie pyta , przyjmuje. Korzenie piją a trawa znów się pręży...I pnie w górę do słońca. Większa i grubsza i zagęszcza się. Bucha swoim cudownym soczystą zieloną naturą. Jak się w niej stanie, to sięga po kolana...I ziemia grząska w niej oblepia buty, ma się wrażenie i uczucie tonięcia,Zapadania się...I chce się wyjść, ale nie można... Trzeba o wierzbę się oprzeć, przytrzymać i spróbować wyjść na drogę...Wierzba tak nasza, tak Polska ! To pomnik naszej Ojczyzny. Pod nią nie jedno życie się rodziło i nie jedno uszło. Wierzba nie pyta , wierzba pomaga. Lekko podejmuje i oddaje . Cicho mówię dziękuje. Szelest liści mi odpowiada ...Wiem że jestem w tym świecie i ten świat jest we Mnie. A przecież ta poczciwa staruszka Wierzba jest bogactwem.Jej gałęzie ścinane na opał odrastają zawsze. Jej kora zmielona jak popiół chroni przed odparzeniem niemowlęcą pupkę. Jej pnie dają oparcie a gałęzie schronienie przed słońcem. W cieniu wierzby można usiąść lub zasnąć bezpiecznie jak przy matce. Tak czule otaczającą swoją miłością dzieci swe.Bo ona była i jest...Szumią jej liście słyszysz? Tak dźwięcznie! A wiatr bawi się gałęziami, wiotkie przechylają się ,szeleszczą bladozielone listki.Letni zefirek smaga lany pszenżyta zrzucając z niego ostatnie krople poranka. Kolejnego uwolnienia się od mroku i złych nocy. Poranka wiślanego , pełnego ptactwa i żabiego trelu , pełnego pracy rak ludzkich o tam w oddali . Na kolanach gospodarz już dogląda swego zagonku. Płynie rzeka zboża , wije się i kręci niby tak przaśnie , ale dziś tak czule, tak ciepło. Jakby chciała się przywitać….Nie wiem ....Zboże młode zielone...Śmieje się bo wzrasta w siłę! I niebieskie chabry między nim migotają okraszone kroplami rosy.

 

Czyściec błotny 

 

Wybudza mnie z tego świata przeraźliwy jazgot mew śmieszek. Stoję przy drodze, przy wierzbach , przy zalewisku. 6:10. Tyle minęło już czasu ? dla mnie to była sekunda. Zawinięta w pakunek cudowności na jej szczycie , szczycie dzikiego szczypioru raduje mnie. Pospiesznie zrywam ich kilka - będę miał na kanapkę. Obok czyściec błotny o nie bardzo ponętnym zapachu, ale jakże ważny w medycynie ludowej choćby na stawy, na rany. Na drodze wyrasta już lebioda. Kiedyś ratowała ludzi przed głodem. Zbierano ją , obgotowywano i jedzono. Występuje tu stadnie. Ja mówię na nią szparagi dla ubogich. Choć jest bardzo dobrym źródłem i witamin i niezbędnych pierwiastków. Ale teraz mamy ze sklepu wszystko przecież… takie ładne , umyte, zapakowane…… I jaskry i nawłoci kanadyjskiej łany i rukiewnika często z daleka mylonego z rzepakiem nie dają mi spokojnie opuścić ten raj. Słońce coraz wyżej. Puka w ramię swoimi parzącymi coraz bardziej językami. Znak ,że kończy się ten świat , ten mistyczny poranek wiślanego, ten tajemniczy zamglony pełen jakiegoś głębszego uczucia ranek. Gospodarz w oddali na kolanach dalej.

 

Jeszcze przez jedną chwilę tak będzie...bo słońce wyżej.I cieplej się robi, magia poranka ucieka bezpowrotnie...Dzień ten gorący i silny, twardy wdziera się nie pozostawiając złudzeń! Ruszam kłaniając się temu miejscu. Tej oazy i nowej mojej przystani. Tej między Klikawką a Wisłą…..

 

 

 

05 czerwca 2019   Komentarze (3)
przyroda   filozofia   opatkowice   wisła  

Po drodze. Wymysłów - Kapliczka przydrożna...

Droga relacji Bobrowniki - Krasnogliny - Wymysłów

 

Wymysłów pod Bobrownikami.

 

W bezkresie lasów, cudownych, pachnących żywicą, przecinanych wieloma szlakami i pieszymi i rowerowymi stoi przydrożna kapliczka. Nie sposób jej ominąć czy pominąć. W swoim majestacie i pięknie oraz tej prostocie a jednak wielkiego bogactwa stoi monumentalnie przy zakręcie w otulinie lasu. W tle las,domostwa,z drugiej strony już zapadnięta chałupa okryta płaszczem drzew i krzaków. W oddali widać domostwa, dym snuje się po okolicy. Świergot ptaków dziś z rana to istne arcydzieło symfoniczne dyrygowane przez przyrodę.

Kapliczka z 1931 roku.

 

Kapliczka słupowa , myślę że ma około 2,5 -3 metrów. W dolnej części inskrypcja cytat lekko zmieniony z Gorzkich Żalów :

"Kłaniamy się Tobie i chwalimy Cię Jezu Chryste żeś przez krzyż Twój święty świat odkupić raczył. 1931". Wyżej we wnęce obraz Maryjny a nad nim serce w wieńcu kolorowane. Zwieńczona drewnianym krzyżem z krucyfiksem. Zadbana, bardzo urokliwa.

Zamudowania osady Wymysłów

 

Sama miejscowość do 1650 roku była nazywana Piardy. Ówcześnie zamieszkana była przez 2 rodziny szlacheckie.w 1797 roku pojawia się w źródłach pisanych miejscowość Wymysłów i zamieszkiwało ją 6 rodzin. W 1987 roku już 36 rodzin.

 

Zdjęcie własne, opis miejscowości na podstawie książki "Bobrowniki 1488-1988".

03 czerwca 2019   Dodaj komentarz
przyroda   wymysłów boborowniki  

Las Skocki - tam gdzie natura i człowiek

Las Skocki.....

Wisła nabrzmiała. Tama wojskowa na Wolce Gołębskiej  zalana. Pola z drugiej strony Nadwiślanki parują i są nasiąknięte już mocno. Tam na Gołąb , uchylam okna samochodu i czuję tą wodę , wilgoć zewsząd. Wisła nie ładna, ta powodziowa, tak niechciana. Budzi trwogę i strach tak samo jak w latach poprzednich, stuleciach temu. Cofka na Wieprzu. Taki spuchnięty jeszcze nie był od dawna. Rozlały się i zatarły przywiślane łąki i nadwieprzańskie ugory. Czas wielkiego strachu i wielkich strat. Wielkich modlitw i wielkich oczekiwań. Dziś mając ten trudny czas na przyrzecznych miejscowości oddalam się świadomie w teren mi nie znany jeszcze. 

Tak są i jest ich masę miejsc gdzie na mojej trasie do pracy Puławy – Dęblin nie byłem. Przejazd kolejowy, w tle stacja Zarzeka. Jadę dalej w głąb Skoków.Poranek słoneczny, ciepły. Blask słońca które już wstało ogrzewa coraz bardziej padół ziemski. Widzę kapliczkę znak że muszę skręcić w prawo. Wąski asfalt wije się i rozchodzi na dwa. Wybieram drogę na wał. Jakże tu uroczo, nie byłem tu. 

Ostatnie domostwa skąpane w słońcu i błękicie nieba. Stawiam auto tuż przy wale. Słupki betonowe i ułożona droga kamienna na wale wywołują uczucie ,że gdzieś już to widziałem . Tak podobny przejazd przez wał jest przy drodze zjazdowej z niego pod Wieprz tu w Skokach. Od razu poczułem zapach sośniny tej tu młodej. Chude jak tyczki sośniny tworzą zwarty ekosystem. Las wysoki już nasadzenia z geometryczną precyzją. Gęste. Mech ciut wilgotny, paruje z dzisiejszego ranka. Świergot ptactwa wita mnie w tym lesie. Pochylam głowę na znak powitania z matuszką naturą. W końcu Dzień Mamy był wczoraj. 

 

 

Słyszę kukułkę, słyszę i rzadko spotykane przeze mnie kruki. Droga leśna piaszczysta , dobrze  zjeżdżona. Las wydaję się pusty. Trochę mchu , trochę przy drodze starców,wilczomelczy,traw , rumianów, pokrzyw. Po lewej widać zieleń w lesie – pewnie ciut teren bardziej podmokły tam jest. W stronę linii energetycznej idę zauroczony tym leśnym światem. W oddali koziołek przebiega i staje – długo się przyglądamy sobie. Powietrze takie przesiąknięte sośniną , tą żywicą , tą poranną rosą na mchu. Wycinka pod linię średniego napięcia która wije się dalej i dalej. W tym bezkresie lasów wygląda jak rzeka. Taka nieuregulowana. I te kruki. 4 kruki. Majestatyczne ptaki. Głęboki ich tembr głosu tak rano dopełnia chwili mistycznej. Wbiły się w powietrze. Krążyły nade mną. Rozpostarte skrzydła budziły mój zachwyt i respekt dla tych ptaków. I dalej dalej do byłej strzelnicy. Tam już coraz bardziej zasłania natura ten kompleks. Pomyśleć ,że ten kompleks służył i do terenowego ćwiczenia strzelania dla broni choćby CKM czy na krótszym dystansie niż 300 metrów. 

 

 

Usypany wał , zarośnięty , betonowe relikty, przy nich oczywiście pozostawione opony bo przecież tu i tak nikt nie znajdzie. Wydeptane ścieżki, las na tyle transparenty , że widać trakcje kolejowe. Na murach ślady po strzelaniach. Robi wrażenie,nie pozwala zapomnieć ,że broń niesie śmierć. W zdjęciach lotniczych z 44 roku ten kompleks był bardzo dobrze widoczny. Tak blisko reliktów Fortu nr 4. Las coraz bardziej zakrywa całunem te miejsca. Już ich tak dobrze nie widać z zdjęć goo… maps. Ostatnie strzelania były tu podobno ze 30 lat temu. To z tego najwyższego sztucznego nasypu niczym wydmy widać było ZA Puławy. Nie sprawdzałem. Poszedłem w las , tej Skocki las. Piękny. Wracam. Widziałem , dopełniło się co chciałem zobaczyć. Na pewno tu powrócę. Wolno zbliżałem się do wału i do pierwszych domostw. Tak trudno było opuszczać to miejsce. Nie dziwię się ,że tak mocno kochacie te lasy, Wasze lasy i chyba i moje już.

 

29 maja 2019   Komentarze (1)
przyroda   borowa   skoki las  

Sódmaczek leśny - Niebrzegowska opowieść...

Autor przy młodej dębinie

 

5:50. Gaszę silnik mojego już ciut leciwego samochodu. Już ktoś jest. Stoi przy skarpie. Rozgląda się. Też niedawno przyjechał bo jeszcze czuć ciepło spod maski jego samochodu. Taki jak ja ? Czy może wędkarz ? A może ornitolog? A może przyjechał jak ja odpocząć przed nadchodzącym dniem. W tej mgle i sośninie. W tych chmurach unoszonych przez wody Wieprza. W tych piachach dróg. W tych jałowcach raz to prężących a raz to płożących się. Tego nie wiem. Jest i to chyba wystarczy. Mnie też wystarczy ,że to jestem. Sosny otaczają mnie zewsząd , wiele szlaków leśnych wytyczonych i on – Wieprz tuż poniżej skarpy. Podniesiony, lekko nabrał wagi ale mieści się w swoim korycie. Dziś szybciej bije mu serce, niesie na sobie gałęzie , jakieś butelki, wiruje mocno, cofa się na ostrym zakręcie. Podrywa lekko skarpę i dalej na Niebrzegów , Bobrowniki…. Patrzę się na drogi , która mnie dziś poprowadzi. Czy na te łąki zalewowe na Obłapy ? Czy może na łąki niebrzegowskie ? Podpowiadają mi ptaki prowadząc tak zacięte rozmowy już tak z rana. Gdzieś słyszę i kukułkę. Coraz częściej zaczyna być słyszalna w moich porannych wycieczkach. Nie oponuję, idę w stronę starorzecza. Poranny zapach lasu jest nie do opisania. Ciepły unosi zapach żywicy przepleciony soczystością mchu i traw. Dziś dodatkowo zapachniało już pomału nabierającym fioletu jałowcem. Mgła już nie gęsta ale widoczna tak pięknie otula te lasy – lasy Niebrzegowskie. Pełne na jesień podgrzybków. Tu często przyjeżdżam i pod „radarówkę”, a bardziej radiolatarnię chodzę. Lubię te lasy, są mi bliskie i myślę ,że i one mnie lubią. Gdzieś w oddali szczekający pies – pewnie z Niebrzegowa. Po mgle ciągnie się jego cieniutki jazgot. Droga Gołąb – Bobrowniki blisko , mimo tego już zapadłem w ten las, w tą rzekę w tą przyrodę. Schodzę do lustra starorzecza – bezkres pałek wodnych , tataraków , sitowia , grążeli mnie ujmuje. Popadam w zachwyt i tak stoję i stoję nie czując jak do butów wlewa się ukradkiem woda. Kaczki , mnogość ptactwa przygląda się mojej osobie. Żurawie aż wrzasnęły swoim trelem. Na prawo słyszę koncert żabi. Coś wspaniałego !! Dawno nie słyszana muzyka dla uszu. Słońce walczy z porannymi chmurami , momentami udaje mu się ta sztuka i przebija i olśniewa. Łamie w lesie poranną szarość. Stawiając słupy blasku swego.

Sódmaczek leśny

 

 

Tafla wody starorzecza nagle nabiera innej formy. Ucieka od szarości i przaśności nocnego- ranka. Wybrzmiewa na niej nagle koncert ptasi i żabi. Buty już mokre. To nic. Mnie to nie wadzi. Mam czas jeszcze. Choć tu on jest umowny i nieokreślony. Zaciągam się ponownie tym leśnym powietrzem tą ambrozją. Wchodzę na górę skarpy i udaję się w drogę ciągnącą się przy wyglądającym jak rogal starorzeczem. Taki wiecie z makiem. Ja takie uwielbiałem. Zawsze za młodu kupowałem takiego rogala w piekarni i do tego jogurt czy kefir z już bardzo dawno nie istniejącej mleczarni z Kołobrzegu. W jakimś stopniu kefir z Krasnegostawu mi przypomina tamten z lat wczesnych 90… Rozmarzyłem się trochę wpadając w swoją młodość choć już nie dzieciństwo. Cuci mnie dźwięk dzwonka w rowerze!~Taka godzina a ktoś już jedzie ? i jedzie prosto na mnie? Schodzę na lewo z drogi utwardzonej już nie aż tak leśnej. Starszy Pan pozdrawia mnie kiwając lekko głową w moją stronę. Spod jego czapki już dobrze znoszonej kłębią się pukle siwych mocnych włosów. Twarz spracowana, ale łagodna , miła. Chylę czoła i ja mówiąc „dzień dobry”. Takie przaśne a takie miłe i normalne ! ba naturalnie powiedziane i bez musu brzmi zupełnie inaczej. Ciepło i mile. Pan odpowiedział tym samym, lekko unosząc kąciki ust pod krzaczastymi wąsem. Na ramie kierownicy przewieszona torba. Wystaje chleb. Ten nasz! Ten codzienny. Chleba powszedniego daj nam dzisiaj…..

 

Starorzecze Wieprza....las pałek wodnych

 

 

Widzę go oddalającego się przede mną. Zastanawia mnie jego historia, jego codzienny znój i kierat. Jaki krzyż nosi na tych spracowanych plecach…. Idę dalej. Oko cieszą już pięknie swoją białością kwiecia poziomki. Są jest ich tu dużo. Będę wiedział gdzie przyjechać za jakiś czas. Jałowiec już się fioleci swoim owocem. Też jak Matuszka natura pozwoli zbiorę dla siebie tej genialnej rośliny owoce. A są niezastąpione jak i ta żywica cieknąca z ran sośniny obok. Jak mam problemy z katarem, gardłem, czy córka z alergią okadzam dom tymi cudownościami. Wierzcie bądź nie – pomaga i to jak. Poza tym jałowiec nie tylko nadaje genialnego smaku potrawom i wędzonkom ale jest genialnym eliminatorem bakterii. Choćby ogórki kiszone zamiast włożyć w słoik czosnek dać jałowiec to mogą stać i stać. Pod nogami ostatnia biel rzeżusznika. Obok jagodziany a na nich zielone jeszcze owoce. Jeszcze zielone.

 

Jagody jeszcze zielone....

 

 

Same krzewinki jak mocno zielone i soczysto zielone. No i przepadłem w botanikę tego lasu , tej drogi i tego przydroża. Jeżyna już kwitnie! Obok wystrzelił i właśnie czy szczwół plamisty ( szaleń czy psia pietruszka) czy szalej jadowity – śmiertelnie trujące czy może trybula leśna ( nietrująca, miododajna) . Nie ogarniam tych selerowatych. Zwyczajnie nie dotykam – oglądam i podziwiam. Dalej dziewanna już się liśćmi rozkłada ale daleko jej jeszcze do swojej okazałości. Krok dalej jaskry się żółcią. Tak na tle tej zieloności pięknie się prezentują.

 

Poziomkowy zagonik 

 

 

Dalej krok za krokiem, siewki dębiny już spore . Buczyny też. Staję przy dębinie. Już rosła. Przyglądam się jej słucham co ma do powiedzenia. Cicho mówi, młoda – może się wstydzi. Fiolet koniczyn ubogaca to przydroże. W oddali dalej mgła, ale już coraz skromniejsza. Odchodzi wraz z poranną nocą. Jaskółcze ziele już kończy się żółcić ,zamyka się w swych strąkach. Podobnie czosnaczek. Znak, że wiosna w roślinkach pakuje manatki i przyjedzie tu za kilkanaście miesięcy dopiero. Gdzieś w oddali powyginana brzoza . Dziwnie się tu komponuje wśród tych sztywnych i prostych sióstr i braci. Zegarek prawdę mówi. Czas wracać. Minęło 20 minut a jakby minęły godziny. Staję na chwilę by zapamiętać i zarejestrować to co dziś ujrzałem i poczułem.

 

Moja droga.....

 

Pod nogami urósł przede mną dawno nie widziany mój przyjaciel leśny. Siódmaczek leśny. Taka skromna roślinka a tak piękna. Siedem płatów śnieżne -białych złotem lekko oprószone. Dawno go nie widziałem. Uradowałem się bardzo . Tak ! Czas wracać. Widzę nów las jałowców. Na chwilę zamykam oczy widząc jak lasu nie ma. Są piachy i wydmy i te jałowce… Mijam lepnicę białą – to już lato botaniczne. Błysnęło skromnym fioletem skromnym. Firletka ta w poszarpanej sukni skromnie rośnie i się kwieci. Koło niej koniczyna drobnogłówkowa. Taka drobna z tymi przepięknie żółtymi kwiateczkami nastraja mnie wybitnie pozytywnie. Znów widzę las pałek wodnych i tataraku, znów widzę szklaki leśne. Widzę samochód. Swój. Nie widzę mojego porannego towarzysza. Zakręt - Niebrzegowski Wieprz i jego Starorzecze. Tak rano, tak do zakochania…..

29 maja 2019   Komentarze (2)
przyroda  

Stęsknieni razem - Wieprz i ja.

 

 

Ciepły powiew porannego zefirku przywitał mnie otwierając drzwi samochodu. Ja wiedziałem ,że dziś jest dzień a w sumie poranek tak intymny dla i tak prywatny, ale nie spodziewałem się tego brzasku Wieprzańskiego.

 

 

Tak dawno nie widziany Wieprz , wiec po delegacjach z tęsknotą i wielkim przejęciem przed pracą ruszyłem na spotkanie z nim. Zjeżdżam z wału w Skokach, mgła unosi się nad łąkami nadwieprzańskimi a sam on tak cudownie wije się wśród tych łąk. Ruszam dalej …tam pod Masów tam hen hen . Droga wiedzie mnie i wije się zmoczona w ostatnio padających deszczach. Mijam miejsce gdzie byłem kiedyś, jadę dalej. Widzę tą mistycznie piękną przyrodę tego miejsca, widzę rosę na trawach , turzycach , na tych jeszcze niepowstałych żółtych jaskrach. Gaszę silnik nie mogąc doczekać się tego fizycznego i realnego spotkania z tą naturą ! Tą nie do skopiowania ! tą jedyną , majestatyczną, piękną. Otwieram drzwi i zalewa mnie ten świat nadwieprzański , otacza i pochłania.

 

 

 

Duże krople rosy niczym diamenty wiszą na porannych trawach i dmuchawce nimi zmoczone czekają na słońce. Kwiecia jaskrów żółtych tak intensywnie pięknie nadają ton tej diamentowej zieleni łąk. Szczaw kobyli kępami obsiadł te tereny zalewowe Wieprza. Gdzieś przebija  się piękny błękit niezapominajek błotnych tak skromnych ale jakże pięknych w błękicie. Nad nimi górują „boże chlebki” czyli taszniki. Pamiętam jak te serduszka zjadało się na polach i łąkach. Teraz już dorosły i dojrzały się zrobił. Rzeżucha łąkowa i rzeżusznik już prawie przekwitłe tu w tym miejscu. Choć na łąkach przy ujściu Wieprza koło Borowej jeszcze tak się bieli ten rzeżusznik… Krwawnica już się pręży ale na razie tylko liście. I wybiła już mięta ,gdzie pięciornik ją zagłusza póki co. Koncert ptaków dziś był nie do opisania. Tak głośno i tak wyraźnie. Tak na powitanie , tak na zaczynający się dzień. Skowronki, żurawie, mewy i niezliczona ilość ptactwa mi nie znana  tu przy mnie, tu koło mnie dawały taki koncert , że uniesienie duchowe wisiało w powietrzu. Ta istna rzeka i potok ptasich melodii koił duszę, uspokajał i radował zarazem.

 

 

Nie mogę opisać tego co tam czułem. Do tego ten zapach mokrego ciepłego poranka nadwieprzańskiego. Zaciągałem się głęboko , delektując się każdym wdechem. Nie sposób pomylić tego zapachu z czymś innym. Taka mieszanka soczystych traw tak bujnych i tak zielonych dodaną nutą rzeki, ziemi tej nadwieprzańskiej a wszystko okraszone ledwo wyczuwalnym zapachem mięty. W blasku słońca łamały się w kroplach rosy historie tych ziem, tego miejsca. Tu wręcz słychać  tętent wypasanych koni od wieków będących nieodłącznym punktem w krajobrazie wieprzańskim. Tu tą soczystą trawę podgryzają nasze polskie łaciate a mają co. Ta pewnie stąd trawa najsmaczniejsza i jedyna w sowim rodzaju. Dziś nie widziałem oni koni ale krasul lecz na moje przybycie komitet powitalny był. Tak dawno tu nie byłem. Wieprz snuje się wartko. Gdzieś powstała wysepka a na niej krzykliwe mewy. Wzbiły się ku górze- trzy- jedna w dziobie miała uklejkę a dwie krzycząc na przemian jej towarzyszyły. Troszkę pozabierał brzegu przez ostatni wyższy stan wody, kępy traw i ziemi usuwają się delikatnie i wolno w stronę lustra wody. Niby nic się nie zmienił , płynie dalej tak majestatycznie , tan naturalnie i tak cicho i spokojnie. Ale dziś inny jakiś, piękniejszy!!!

 

 

Tak dawno nie byłem u Ciebie przyjacielu!! Wybacz!. Pewnie wybaczył ….  Jakieś 100 metrów po drugiej stronie przystanek rzeczny Masów. Łagodne zejście pewnie dla kajaków i łódek. Po mojej prawej w oddali na zakręcie naroże lasu. Tam wyszła klępa. W końcu w tym roku pierwszy raz widzę naturalnie łosia. Popatrzyła się w moją stronę. Czy była sama czy z łoszakiem nie wiem. Może się nie ocieliła jeszcze. Co za widok. Pasła się na tej skąpanej we mgle poranku łące. Nade mną koncert skowronka ! ba widzę go ! jest tuż nade mną – głośno się wita. W oddali widzę watahę dzików. Nigdy tu ich nie widziałem. One też przyszły mnie powitać? Chyba tak ! Zatrzymały się około o100 metrów ode mnie. Było ich 5 -6. Stanęły i patrzyliśmy na siebie. Miały inne plany do załatwienia na Masowie.

 

Przeprawa wpław watahy dzików

 

Weszły do rzeki i wpław ją przepłynęły. Złapałem telefon i marne zdjęcie poczyniłem. Na dowód ,że nie kłamię. Co za widok ! taki naturalny a taki dziwny w tych czasach. Rozglądam się na boki i wokoło wiedząc o zbliżającej się godzinie rozpoczęcia pracy. Wiem ,że na mnie już czas. Zaciągam się po raz kolejny tym nadwieprzańskim powietrzem. Słońce coraz milej grzeje. Już wsiadałem do auta , gdy jeszcze spóźniony z komitetu powitalnego zając przykicał w moją stronę. Tak to miejsce na mnie czekało ? Tak ja czekałem na to miejsce, że mam takie myśli? Nie wiem. Ruszam do pracy, naładowany po brzegi miłością do mateczki przyrody – tej nadwieprzańskiej, JEDYNEJ!

 

 

17 maja 2019   Komentarze (2)
filozofia   przyroda   Wieprz JA łąki  
< 1 2 3 4 5 >
Blogi